"Wilgotne miejsca", czyli list miłosny do dziury w d* [ZDJĘCIA]
6 czerwca 2014, 12:00
Wprost trudno uwierzyć, że autor konwencjonalnego "Combat Girls" poważył się na tak straceńczą szarżę. Podjęte przez Davida Wnendta ryzyko w pełni się jednak opłaciło. "Wilgotne miejsca" to list miłosny do dziury w dupie, najpiękniej obrzydliwy film od czasu "Różowych flamingów" Watersa i apoteoza świata, któremu puściły zwieracze przyzwoitości – pisze Piotr Czerkawski.
1/12Bohaterka Wnendta jest jak Jeunetowska Amelia z hemoroidami, pokazuje środkowy palec wszelkim świętościom i oddaje mocz na kulturowe tabu
Media
2/12Wilgotne miejsca
Media
3/12Wilgotne miejsca
Media
4/12Wilgotne miejsca
Media
5/12Wilgotne miejsca
Media
6/12Wilgotne miejsca
Media
7/12Wilgotne miejsca
Media
8/12Wilgotne miejsca
Media
9/12Wilgotne miejsca
Media
10/12Wilgotne miejsca
Media
11/12Wilgotne miejsca
Media
12/12Wilgotne miejsca
Media
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna