Eva Mendes: Owszem, rodzice przyjechali do Miami z Kuby. Opuściliśmy je kiedy miałam rok, nic więc z tego okresu nie pamiętam. Ciągle jednak część mojej rodziny mieszka w Miami, choćby moja babcia. Oni wszyscy świetnie gotują, więc uwielbiam tam jeździć kiedy mam kilka dni wolnego. W Miami jest przepięknie i zawsze czuję się tam jak w domu. Uwielbiam patrzeć na wodę i wysokie budynki z okien samolotu. Nie ma nic wspanielszego nic noc na tamtejszej plaży. Ale lato bywa brutalne.
To był tylko zbieg okoliczności. Nie miałam wtedy pracy i przyjmowałam każdą propozycję, jaka mi się trafiła. Dzięki tej roli mogłam spłacić długi. Nie jestem jednak dziewczyną stworzoną do grania w klipach. Na planie nie czułam się dobrze. Mam szczęście, że mogę występować w filmach. To o wiele fajniejsza robota.
Najbardziej lubię zawód aktorki. Nie ma nic lepszego niż wgryzanie się w scenariusz, a potem praca z różnymi kolegami. Aktorstwo to rzemiosło, więc z każdą rolą czuję się lepsza. No, i wspaniałe jest to, że mogę nosić te wszystkie świetne ciuchy i kapelusze. Ale jestem również kobietą interesu i kocham projektowanie wnętrz. Robię to z moim chłopakiem. Uwielbiam muzea, galerie i sztukę. Kiedy widzę marmur i wzory, które lubię, zawsze robię zdjęcia, a potem wykorzystuję je jako inspirację dla następnych projektów. Wszystko co widzę, staje się nowym kształtem, wzorem, dlatego ciągle jestem zajęta. Ostanio zaprojektowałam pięć kompletów pościeli. Bardzo romantycznych i wykonanych z wysokogatunkowych tkanin.
Zobaczymy, co przyniosą mi bogowie filmu. Chociaż gdyby przynieśli mi Daniela Craiga, byłoby cudownie. Marzę o tym, żeby zagrać z Cameron Diaz. To naprawdę dobra osoba, a ja bardzo, bardzo, bardzo chciałabym z nią pracować.
Bo wciąż zbyt wielu ludzi popełnia faux-pas zakładając naturalne futra. I owszem, ani pozowanie nago, ani gra w odważnych scenach nie sprawiają mi kłopotu. Wiem, że to rozbieranie służy konkretnemu celowi. To nie tak, że nagle wykrzykuję w panice: „Ojej, spadło mi ubranie”.
Mój pies Hugo. Zawsze sprawia mi wielką radość i zapominam o całym świecie. Nie jestem z tych dziewczyn, które marzą o tym, żeby zostać mamą. To prawdziwe poświęcenie, które wymaga całkowitej zmiany stylu życia. Ja na to jestem zbyt zapracowana. Ale kocham mojego psa.
Wiele w życiu przeszłam, ale dzięki Bogu i terapii uporałam się z wszystkimi problemami. Kocham sesje terapeutyczne! Gdy w nich uczestniczę, mam lepszy wgląd w swoje emocje i uczucia, co sprawia, że staję się zupełnie inną osobą. No, może nie aż tak inną... ale nie ma nic lepszego niż po prostu usiąść i pogadać sobie z osobą, która nie jest z tobą w żaden sposób związana. Tak zwyczajnie sobie z kimś porozmawiać. Poza tym po co czekać, aż wydarzy się coś strasznego, żeby zacząć naprawiać pewne rzeczy we własnym życiu?
O, na to trzeba patrzeć z przymróżeniem oka. Wolałabym dostać Oscara.
Rozmawiała Linda Marx/IFA/ Syndykat Autorów
opr. dr