Obsada: Kristen Stewart, Robert Pattinson, Taylor Lautner, Michael Welch.

Reklama

Romans z wampirem to niekoniecznie dobry pomysł” – wyrokowała Charlaine Harris w powieści „Martwy aż do zmroku”. Bardzo się pomyliła, bo to idea świetna zarówno na książkę, jak i na film. W czasach mody na miłośników czerwonych drinków jednych i drugich powstało wiele, choćby serialowa „Czysta krew”, adaptująca cykl Harris, traktujące o życiu uczuciowym i erotycznym krwiopijców horrory Anne Rice, a przede wszystkim bestsellerowe sagi Stephanie Meyer o miłości dobrego wampira w skórze amerykańskiego nastolatka do śmiertelnej koleżanki ze szkolnej ławy. I choć w przypadku czterech opasłych tomów autorstwa pani Meyer nie mamy do czynienia z literaturą wielką, lecz bardzo średnią, to jej romantyczne opowieści stały się przebojem ostatnich lat (25 milionów egzemplarzy sprzedaży), a sama autorka z kury domowej zmieniła się w autorytet i gwiazdę medialną na miarę J.K. Rowling.

Nasze szczęście, że Catherine Hardwicke z pierwszego odcinka udało się zrobić bardzo przyzwoite kino rozrywkowe. „Zmierzch” jest dokładnie tym, na co wygląda – historią miłosną i niczym więcej. Romansem zakazanym i niemożliwym (chwilowo) do spełnienia, bo Romeo i Julia znów pochodzą z innych światów. Ona jest zwyczajną, ani specjalnie ładną, ani bystrą nastolatką, a on wampirem posągowej urody, wiecznym 17-latkiem, którego skóra w słońcu mieni się jak brylanty, a który nazywa się wegetarianinem, bo od krwi ludzkiej woli zwierzęcą. Ale „Zmierzch” – idealne dziecko kultury popularnej, które w weekend otwarcia zarobiło w USA więcej niż najnowszy Bond – to nie tylko piękna miłość. To również ładne obrazki, czyli granatowo-szare zdjęcia Elliota Davisa w malowniczych sceneriach deszczowego stanu Waszyngton, znakomicie budowany klimat i świetnie dobrane, odpowiednio psychodeliczne piosenki, od Radiohead po Muse, które Meyer wymienia jako inspirację przy pisaniu.

Przy okazji nastolatki dostały w osobie bladego Roberta Pattinsona idola doskonałego, do kochania i na plakaty nad łóżkiem. Zaś w Belli – Kristen Stewart szarą myszkę, z którą mogą się identyfikować. I marzyć o własnej bajce albo ugryzieniu przez przystojnego krwiopijcę.

Dystrybucja: Monolith.