Dziennik Gazeta Prawana logo

"Zmierzch"

4 września 2009, 15:34
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Zmierzch"
Inne
"Romeo i Julia" w wydaniu horrorowo-harlequinowym.

Obsada:

Romans z wampirem to niekoniecznie dobry pomysł” – wyrokowała Charlaine Harris w powieści „Martwy aż do zmroku”. Bardzo się pomyliła, bo to idea świetna zarówno na książkę, jak i na film. W czasach mody na miłośników czerwonych drinków jednych i drugich powstało wiele, choćby serialowa „Czysta krew”, adaptująca cykl Harris, traktujące o życiu uczuciowym i erotycznym krwiopijców horrory Anne Rice, a przede wszystkim bestsellerowe sagi Stephanie Meyer o miłości dobrego wampira w skórze amerykańskiego nastolatka do śmiertelnej koleżanki ze szkolnej ławy. I choć w przypadku czterech opasłych tomów autorstwa pani Meyer nie mamy do czynienia z literaturą wielką, lecz bardzo średnią, to jej romantyczne opowieści stały się przebojem ostatnich lat (25 milionów egzemplarzy sprzedaży), a sama autorka z kury domowej zmieniła się w autorytet i gwiazdę medialną na miarę J.K. Rowling.

Nasze szczęście, że Catherine Hardwicke z pierwszego odcinka udało się zrobić bardzo przyzwoite kino rozrywkowe. „Zmierzch” jest dokładnie tym, na co wygląda – historią miłosną i niczym więcej. Romansem zakazanym i niemożliwym (chwilowo) do spełnienia, bo Romeo i Julia znów pochodzą z innych światów. Ona jest zwyczajną, ani specjalnie ładną, ani bystrą nastolatką, a on wampirem posągowej urody, wiecznym 17-latkiem, którego skóra w słońcu mieni się jak brylanty, a który nazywa się wegetarianinem, bo od krwi ludzkiej woli zwierzęcą. Ale „Zmierzch” – idealne dziecko kultury popularnej, które w weekend otwarcia zarobiło w USA więcej niż najnowszy Bond – to nie tylko piękna miłość. To również ładne obrazki, czyli granatowo-szare zdjęcia Elliota Davisa w malowniczych sceneriach deszczowego stanu Waszyngton, znakomicie budowany klimat i świetnie dobrane, odpowiednio psychodeliczne piosenki, od Radiohead po Muse, które Meyer wymienia jako inspirację przy pisaniu.

Przy okazji nastolatki dostały w osobie bladego Roberta Pattinsona idola doskonałego, do kochania i na plakaty nad łóżkiem. Zaś w Belli – Kristen Stewart szarą myszkę, z którą mogą się identyfikować. I marzyć o własnej bajce albo ugryzieniu przez przystojnego krwiopijcę.

Dystrybucja: Monolith.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj