Dla Polaków "W samo południe" ma wręcz symboliczne znaczenie. To właśnie postać szeryfa Willa Cane’a, granego przez Gary’ego Coopera, znalazła się w 1989 r. na plakacie "Solidarności" zachęcającym do udziału w wyborach. W charakterystycznej pozie, ze znaczkiem związku wpiętym w klapę i kartą do głosowania w ręku, zmierzał na kolejny pojedynek - tym razem pod hasłem "W samo południe 4 czerwca 1989". I znowu wygrał. Piętnaście lat później ten sam motyw wykorzystali Ukraińcy - plakat inicjatywy Wolna Ukraina z Garym Cooperem zachęcał do udziału w drugiej turze wyborów prezydenckich.

Reklama

"W samo południe" to kamień milowy w rozwoju westernu. Porażający autentyzmem i przygnębiającym klimatem. Will Cane (Garry Cooper) to samotny stróż prawa, który pragnie wyprowadzić się z miasteczka, by rozpocząć nowe, spokojne życie u boku ukochanej Amy (Grace Kelly). Szybko jednak musi porzucić swoje marzenia. Na wolność wychodzi bowiem bandyta Frank Miller (Ian MacDonald), którego szajkę Cane rozbił pięć lat wcześniej. Przyszedł moment odwetu. Kryminaliści kierowani żądzą zemsty udają się w kierunku miasteczka. Od tej pory liczy się każda minuta. Pociąg z przestępcami ma dotrzeć na stację w samo południe, a Cane będzie zmuszony stawić im czoła samotnie.

p

Dzieło Zinnemanna to prawdziwa ikona. Niemal wszystkie elementy były później kopiowane przez Hollywood: od wybitnej roli Coopera przez słynny przebój Teksa Rittera "Do Not Forsake Me, Oh My Darling" po finałową scenę pojedynku. Wystarczy wspomnieć thriller SF "Odległy ląd" z Seanem Connerym w roli głównej, przenoszący schemat "W samo południe" w futurystyczne realia. Nawiązania do legendarnego westernu pojawiły się także w takich serialach, jak "Policjanci z Miami" czy "Simpsonowie".

"W samo południe" należy do najwybitniejszych osiągnięć Zinnemanna. A jednak nie od razu spodobał się krytykom i widzom. Część wielbicieli gatunku nie zrozumiała, dlaczego reżyser zdecydował się na przełamanie konwencji - nie ma tu spektakularnych pościgów, strzelanin, pojedynków. Zinnemann wolał skupić się na psychologii bohaterów, budować napięcie nie przez akcję, ale przez nieustanne oczekiwanie na finałową kulminację. Reżyser zebrał też cięgi za rzekomo zawartą w filmie krytykę hollywoodzkiej "czarnej listy" i nagonkę na komunistów. John Wayne jeszcze 20 lat po premierze "W samo południe" powtarzał, że to najbardziej antyamerykański film w dziejach. Ataki popleczników senatora McCarthy’ego zablokowały Zinnemannowi drogę do Oscarów. "W samo południe" otrzymało jedynie trzy drugorzędne statuetki. Czas na powszechne uznanie przyszedł dopiero kilkanaście lat później.

Kup film z książką na www.literia.pl

Zaprenumeruj całą "Wielką Kolekcję Westernów"