Nowy film Carlosa Reygadasa, twórcy "Japón", przypomina, że kino to także cisza. Kontemplacja, z której promieniuje światło.

Reklama

Film rozpoczyna obraz rozgwieżdżonego nieba. Długie inicjacyjne ujęcie wydaje się nie mieć końca. Na początku z trudem w mroku rozpoznajemy pojedyncze drzewa, następnie idylliczne obsiane pola skąpane w blednącym z wolna świcie, w końcu twarze smutnych milczących ludzi. Modlitwa, śniadanie, stupor.

Co wiemy o menonitach? Niewiele. Od XVI wieku, członkowie tego radykalnego odłamu kościoła protestanckiego błąkają się po świecie. Mieszkają także w północnym Meksyku, gdzie mówią dialektem o nazwie "plautdietsch" i wyglądają niemal jednakowo. Menonici starają się żyć jak dawniej. Zmienność godzin i dat to tylko umowa, nad którą nie warto długo się zastawiać. To, co naprawdę dla nich ważne, to odtwarzanie rytmu życia odmierzanego modlitwą, przyrodą, pracą. Milczące kobiety chodzą w tych samych sukniach co ich babki, mężczyźni wyznają zasady ojców.

Reygadas sportretował wzorcową grupę menonitów głównie po to, żeby na tak idealnym, płaskim tle zarysować grzeszne zgrubienia. Nie uda się zatrzymać biologicznego zegara. Mieszkańcy wolni od mozołu doraźności - ale jeżdżący luksusowymi, klimatyzowanymi limuzynami - tkwią w tej samej niewoli pragnień i pożądań co wszyscy. Menonici nie są monolitem. Wyglądają tak samo, ale czują indywidualnie. Bohater "Cichego światła" Johan naprawdę kocha swoją żonę. Ma z nią dzieci, czuje się przywiązany do rodziny, ale pożąda także innej kobiety. Ulegając pokusie, skaże bliskich na katastrofę. Reygadas, pilny uczeń wielkiego francuskiego filozofa Emmanuela Lévinasa, wskazuje że katastrofa Johana była zwycięstwem prawdy. Johan, odkrywając prywatną "twarz", pokonał wyobcowanie społeczności. Zmienił reguły i dlatego zwyciężył.

Meksykanin Carlos Reygadas, autor zaledwie trzech filmów, jest już w światowym kinie indywidualnością nie do przeoczenia. Jego styl to eklektyzm a rebours. Skupiony na detalu, zapatrzony w twórczość starych mistrzów w rodzaju Tarkowskiego czy Bressona, próbuje udowodnić że głęboka religijna refleksja w kinie ciągle jeszcze jest możliwa. W głośnym debiutanckim "Japón" (2002), w zdumiewającej "Bitwie o niebo" (2005), również w najnowszym "Cichym świetle" młody reżyser pyta o kondycję duchową człowieka uwikłanego w (naturalne) popędy. Seks, miłość, śmierć. O metafizykę utytłaną w fizyczności. Nie ma ucieczki przed sensualizmem - powtarza reżyser. Bóg to również ciało, a grzech może być także zbawieniem. Od dawna nie miałem w kinie poczucia, żeby ktoś chciał ze mną rozmawiać aż tak serio.

"Ciche światło" (Luz silenciosa)
Meksyk/Francja/Holandia/Niemcy 2007; reżyseria: Carlos Reygadas;
obsada: Miriam Toews, Maria Pankratz, Peter Wall;
dystrybucja: Gutek Film; czas: 142 min
Premiera: 24 października (5)