W jednej z niedawnych recenzji filmowych wyczytałam, że przymiotnik „polski” stał się, niestety, w odniesieniu do filmów określeniem wartościującym. Jako że sama nie umiem wymyślić nic tak błyskotliwego, po prostu posłużę się cytatem i podpiszę pod nim obiema rękami. Wybierając się na film polski, można z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że będzie to wyjście nieudane – zostaniemy albo zmiażdżeni przez jego ponury ładunek (jeśli mowa o kinie społecznym), albo osłabniemy od nadmiaru lukru i pięknych sof z Ikei (w przypadku polskich komedii romantycznych).

Reklama

Film „Jak żyć” ma ambicję przekraczać schematy. Plakat ukazujący piękną, roześmianą parę sugeruje, że zobaczymy kolejny żenujący film o miłości w stylu „Dlaczego nie” albo „Tylko mnie kochaj”. Okazuje się jednak, że mamy do czynienia z tak zwaną „przemyśleniówką”. Tak, to ten moment, kiedy nasza nadzieja na to, że koszmarny tytuł filmu był tylko żartem, idzie w pył. „Jak żyć?” naprawdę chce zmierzyć się z tym pytaniem. Szymon Jakubowski (zarazem reżyser i scenarzysta) najwyraźniej zapomniał, że robienie filmów głębokich niczym Rów Mariański to nie jest dobry pomysł.

Stworzył więc historię Kuby (Krzysztof Ogłoza) – młodego, nieco lekkomyślnego barmana, który zakochuje się z wzajemnością w ślicznej malarce Ewie (Anna Cieślak). Po roku bycia razem zakochani dowiadują się, że będą rodzicami. Niespodziewana wiadomość stawia Kubę przed egzystencjalnym pytaniem – jak żyć? Odpowiedzi szuka u swoich trzech wujków, którzy w dzieciństwie zastępowali chłopakowi tragicznie zmarłego ojca. Jeden z nich jest hodowcą pieczarek, który w życiu stawia na konkret, drugi, mieszkającym na wsi twardzielem, a trzeci artystą – luzakiem, piewcą wolności. Kuba stosuje się do ich rad, próbując stanąć na wysokości zadania. Załatwia sobie dobrze płatną pracę, awansuje, przez co oddala się od swojej ciężarnej dziewczyny. Konflikt gotowy. No cóż, chyba chodzi o to, że na postawione w tytule pytanie niełatwo jest odpowiedzieć. Co za odkrycie!

Poza ambicjami, które spaliły na panewce, rozwiązania scenariuszowe w „Jak żyć” budzą wiele wątpliwości. Po pierwsze – skąd barman i skromna malarka mają pieniądze, by wynająć piękne, wielkie mieszkanie w kamienicy w centrum Krakowa? Czy ciężarna kobieta naprawdę zrywa ze swoim chłopakiem i dumnie wsiada do taksówki, by samodzielnie udać się na porodówkę, bo obraziła się, że ten pojechał w delegację, choć mu zabraniała? Jej późniejsze infantylne kłamstwo też nie wypada zbyt przekonująco. Szkoda też, że film, reklamowany jako komedia, ma tylko jedną śmieszną scenę – ze szpitalnym klaunem, który w finale drży na widok Kuby (oczywiście nie zdradzę dlaczego).

Zaletą „Jak żyć” są dobrze obsadzeni aktorzy i ciekawe rozwiązania narracyjne. Początek filmu, w którym poznajemy młodego bohatera i historię jego rodziny na tle wydarzeń z grudnia 1981 roku, zapowiadał się świetnie. Opowiadanie całej historii towarzyszowi z celi pewnie też było całkiem ciekawym pomysłem, jednak brakło mu dramaturgii. Jakubowski chciał opowiedzieć ambitną, nieco bajkową historię. Ten wysiłek widać na ekranie. I może to jest jego problem – za bardzo się starał, zamiast opowiadać. Wyszła nuda, do tego z artystycznymi pretensjami.

JAK ŻYĆ?

Polska 2008; reżyseria: Szymon Jakubowski; obsada: Krzysztof Ogłoza, Anna Cieślak; dystrybucja: Vivarto; czas: 90 min

Premiera: 18 lipca