W pierwszej części roztańczonej serii, "Step Up: Taniec zmysłów", wątek miłosnej relacji pomiędzy młodymi bohaterami był jedynie usprawiedliwieniem dla ich choreograficznych popisów. W drugiej odsłonie "Step Up" uczuć jest jeszcze mniej, tańca zaś - w nadmiarze. I choć młodzieżowe komedie romantyczne zazwyczaj nie grzeszą profesjonalizmem, "Step Up 2" prezentuje się wyjątkowo niedobrze nawet na ich tle. Nie chodzi nawet o fakt, że ponownie opowiedziano niemal tę samą historię, ale o to, że wykonawcy są zwyczajnie mniej interesujący, choć świetnie wywijają kończynami.
Tym razem oglądamy młodzież ze szkoły artystycznej próbującą jednać się z mieszkańcami ulicy. Wszystko w pozytywistycznej tonacji, z obowiązkowym patetyczno-romantycznym finałem i krzepiącą pointą. I choć choreograficznie film Jona Chu jest atrakcją, to z porządnym kinem ma on niewiele wspólnego. Co nie jest przeszkodą, by lada moment opanował także polski box office oraz umysły i serca nadwiślańskich nastolatków.