Dziennik Gazeta Prawana logo

Red Road

22 listopada 2007, 18:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
quot;Red Road quot; już w kinach
quot;Red Road quot; już w kinach/Default
W nagrodzonym w Cannes Red Road Andrei Arnold opowiada historię, którą oglądaliśmy już wiele razy. Ale na marginesie zadaje frapujące pytanie o miejsce człowieka w przestrzeni współczesnego miasta.

Jackie chce się zemścić. Stopniowo i konsekwentnie przenika do otoczenia zabójcy jej męża i dziecka. Okazuje się jednak, że poznanie drugiego człowieka może zakończyć się przebaczeniem i swoistym katharsis. Podobne historie są dla reżyserów wyzwaniem. Niestety, niewielu jest twórców, którzy tak pięknie jak Ken Loach w "Wietrze buszującym w jęczmieniu" umieją sportretować kobiety stojące oko w oko z zabójcami ich ukochanych. Andrea Arnold temu zadaniu nie sprostała. Trudno uwierzyć w przemianę Jackie, która zbyt łatwo i bezboleśnie odreagowuje tłumione przez lata cierpienie. Jednak to nie fabuła jest w "Red Road" najważniejsza. Ciekawsza wydaje się gorzka diagnoza społeczeństwa początku XXI wieku.

Główna bohaterka pracuje w centrum monitoringu Glasgow. Godzinami siedzi przed ścianą pełną ekranów i obserwuje życie mieszkańców. Jest współczesnym flaneurem, tyle że pracującym dla państwa, posługującym się nowoczesną technologią i nic nie wnoszącym do kolorytu miasta. Ale wie znacznie mniej, niż bywalcy XIX-wiecznych paryskich kawiarni. Oni mogli przynajmniej podsłuchać czyjeś rozmowy, poczuć jakiś zapach. Jackie tylko śledzi monotonne nagrania. Jej prawdziwy dramat zaczyna się, gdy wychodzi z pracy. Spotyka na ulicach ludzi, których nieustannie obserwuje z ukrycia. Jej wycieczka do najgorszych dzielnic miasta to podróż do świata ludzi wyalienowanych, nieumiejących sobie zaufać, kompletnie wyjałowionych.

Andrea Arnold tworzy sugestywnie duszną atmosferę ciągłego zagrożenia. Dobrze wykorzystuje zaplecze szkockich slumsów, ponury miejski krajobraz. Nie uśmiecha się do swoich postaci ani nie próbuje przymilać widzom. W każdym kadrze zachowuje chłód i dystans. Nie ma tu radości, ani smutku, nawet odważnie pokazany seks nie wnosi na ekran podniecenia. Akcja toczy się jakby od niechcenia, jednak cały czas trzyma w napięciu. Z „Red Road” zostaną w pamięci obrazy opustoszałego Glasgow, obskurnych blokowisk czy barów, w których wszyscy zgodnie piją piwo, ale nikt nie umie ze sobą rozmawiać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj