Kiedyś Michał Choromański w "Zazdrości i medycynie" włożył w usta jednego z bohaterów wyjątkowo obrzydliwy i mizoginistyczny tekst: "Co zaś do mózgu kobiety, to nie obchodzi on mnie nigdy, uważam, że kobieta ma ciekawsze organy". Po obejrzeniu "Twardej sztuki" Gerry’ego Marshalla chciałoby się zafundować twórcom dobrą radę z ducha Choromańskiego: Drodzy panowie, wy także używajcie czasami mózgu. To nie boli.

Reklama

W nowym filmie Marshalla, niestrudzonego amerykańskiego wyrobnika, który od prawie dwóch dekad jedzie wyłącznie na przypadkowym sukcesie "Pretty Women", szare komórki zdecydowanie były w uśpieniu. Bardziej banalną historię trudno sobie w ogóle wyobrazić. Lindsay Lohan, która codziennie rywalizuje z Paris Hilton o miano brukowej skandalistki miesiąca, zagrała tutaj Rachel, niegrzeczną córkę. Dziewczyna jest naprawdę wkurzająca, zatem mamusia (w tej roli Felicity Huffman - jeden z niewielu jasnych punktów filmu) wpadnie na rewelacyjny pomysł: wykurzy aniołka z domu. Rachel trafi do "piekła", czyli do babci Georgii.

Babcia dziewczyny, pomimo traumatycznych wspomnień, jest mądra, solidna i zdyscyplinowana. Najsmutniejsze jest to, że gra ją Jane Fonda. Czy naprawdę musiała aktorsko milczeć aż 15 lat, żeby ostatnio podpisywać swoim nazwiskiem wyłącznie takie gnioty jak "Sposób na teściową" czy "Twardą sztukę"? Co więcej, Fonda, która niegdyś fantastycznie uwiarygodniała najbardziej karkołomne historie (Gloria Beatty w "Czyż nie dobija się koni?") jest dzisiaj rozbrajająco bezradna nawet przy najprostszym aktorskim zadaniu. W "Twardej sztuce" blefuje od początku do końca.

Gdyby jeszcze film Marshalla był tylko skromną, banalną komedyjką. Gdzie tam, porusza dramatyczne tematy (pedofilia) i ma także ambicje. Na przykład cwani twórcy nie wychylając nosa spoza hollywoodzkiego biura, mądrzą się na temat amerykańskiej prowincji. Idaho, gdzie mieszka Georgia jest naturalnie zacofane, pospolite i szlachetne. Dobra babcia kocha Pana Boga, szanuje pracę i nie przepada za ekscesami. Wielkomiejska wnuczka kocha zaś głównie sekscesy, ale ekscesami oczywiście również nie pogardzi. W ogóle rzadko odmawia. Bo łatwa z niej sztuka.

Ta geograficzna opozycja (wieśniaki kontra miastowi) jest wprawdzie łatwostrawna, ale kompletnie nieprawdziwa. Wystarczyło, żeby reżyser obejrzał "Moje własne Idaho" (1991), a zrozumiałby, że jego mieszkańcy prowadzą życie mroczne i perwersyjne. Obawiam się jednak, że Marsahall nie przepada za kinem Gusa Van Santa, preferuje raczej tabloidowe wybryki Lindsay. Ma być kolorowo i lepko, to nic że zakłamanie.



Twarda sztuka
USA 2007; Reżyseria: Garry Marshall; Obsada: Jane Fonda, Lindsay Lohan, Felicity Huffman; Dystrybucja: Monolith Films; Czas: 113 min
Premiera: 31 sierpnia