Singielka ma chłopca, ale jakoś męczy się w duecie. Dlatego szuka nowego kandydata do tandemu. A pierwszego kwietnia zażartuje z miłości. Za prima aprilis spotka ją sroga kara moralna. Jak łatwo się zorientować, "Restart" Sevcíka bardzo przypomina "Wieżę" Agnieszki Trzos. Podobieństwa te dotyczą zarówno fabularnych mielizn, jak i tak zwanych narracyjnych szaleństw. Jedno i drugie jest mocno tandetne.

Reklama

Sylva - w tej roli Lenka Krobotová, która gra właśnie Gruszeńkę w realizowanej w Krakowie adaptacji "Braci Karamazow" Petra Zelenki, włóczy się po praskich trotuarach, a nocami balanguje. Do białego rana. Imprezy są oczywiście smutne, a kluby nieprzyjazne. Clubbing też nie jest przyjazny (dla uszu), gdyż w tle słychać ciągle ten sam drętwy kawałek. Pierwszego kwietnia Sylva zaszaleje ponad miarę, po czym wykona pobudzony telefon do przyjaciela, informując go, że po ostatnim disco poszła w tango. Z jego bratem.

No a potem to już niewiele wiadomo. "Restart" jest bowiem filmem jednocześnie nowo falowym, estetycznie wypindrzonym, a przy okazji nudnym, bezmyślnym i jałowym. Wiemy tylko tyle, że Sylva goni za miłością. Wędruje na cmentarz, spowiada się mamusi, potem widzi to i owo na jawie i we śnie. Wraca na dyskotekę. Chciałaby wódki, a dostaje wodę. Z ekranu kapie jedno wielkie wodolejstwo.

Wątła fabułka w żaden sposób nie jest w stanie nadążyć za operatorskimi szaleństwami fińskiego prymusa na dorobku - Kasimira Lehto. Gdyby historia desperackiej gonitwy Sylvy za miłością została opowiedziana spokojnie, bez żadnych "restartów", być może debiut Sevcíka dałoby się oglądać bez zażenowania. W obecnym kształcie, na trzeźwo, to niemożliwe. Subiektywna kamera Lehto dobija to, co jeszcze było w tej historii do uratowania.

Wątki rwą się i wracają, fantazje bohaterki okazują się rzeczywistością, za to jawa nie jest tylko sennym koszmarem. Praga wygląda w "Restarcie" jak prowincjonalne dantejskie inferno. To miasto z jedną czynną tancbudą, pięcioma mieszkańcami na krzyż (film był chyba bardzo tani), oraz uroczym cmentarzem komunalnym. Jako osobliwy bonus nieustannie musimy jeszcze wysłuchiwać licznych, atrakcyjnych rewelacji, z których wynika, że np. metroseksualni, wygoleni chłopcy aktualnie nie podobają się już wesołym czeskim dziewczętom, obecnie na topie są natomiast faceci duzi, włochaci i umięśnieni. W filmie jakoś ich nie widać. W ogóle widać niewiele, bo ciągle jest ciemno, coś smętnie dudni, za to obraz nieustannie przeskakuje.

Sylva biegnie do szczęścia jak Lola z zupełnie innego filmu. Dostaje zadyszki, a może nie dostaje. Uprawia zwierzęcy seks w stringach, w majteczkach w różowe misie, albo nie uprawia. Wyjaśni narzeczonemu, że go kocha, albo powie mu, że go nienawidzi. Czeski film: nikt nic nie wie. I w końcu jedno tylko w tej męczącej zabawie jest ponad wszelką wątpliwość. Kiedy "Restart" wreszcie się skończy, odetchniemy z ulgą. Prima aprilis?



"Restart"
Czechy/Finlandia 2005; Reżyseria: Julius Sevcik; Obsada: Lenka Krobotova, Filip Capka, Anna Polivkova, Vaclav Jiracek, Hana Seidlova; Dystrybucja: Vivarto; Czas: 85 min
Premiera 7 września