Dziennik.pl logo

DVD: Koreański "Pan Zemsta"

5 listopada 2007, 23:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
PAN ZEMSTA Sympathy for Mr. Vengeance FOT. GUTEK FILM
PAN ZEMSTA Sympathy for Mr. Vengeance FOT. GUTEK FILM/Inne
"Pan Zemsta" jest najsłabszą częścią koreańskiego cyklu o wendecie, ale to nadal wartościowe kino. Poza wizualną atrakcyjnością ma nam jeszcze coś do zaoferowania
Trylogię o zemście Park Chan-wooka zaczęliśmy poznawać od środka okrutnym, niemal sadomasochistycznym „Oldboyem. Potem dane nam było obejrzeć kończącą cykl "Panią Zemstę" - przewrotną historią o odkupieniu. Teraz dopiero - wraz z pierwszym filmem, ascetyczną, minimalistyczną opowieścią o "Panu Zemście" - możemy dowiedzieć się, w jaki sposób koreański reżyser zaplanował swój cykl. Te trzy obrazy nie tylko się dopełniają, ale tworzą zrozumiałą, konsekwentną narrację. Od nieszczęśliwego zbiegu okoliczności przez wendetę, która staje się celem samym w sobie aż po katharsis, oczyszczenie.

Pomysł na fabułę jest dość prosty: głuchoniemy chłopak Ryu ma śmiertelnie chorą siostrę i jeśli błyskawicznie nie znajdzie się dawca nerki, dziewczyna umrze. Niestety, nerka Ryu się nie nadaje, a lekarze nie są skłonni do pośpiechu. W akcie desperacji chłopak nawiązuje kontakt z nielegalnymi handlarzami organów. Zostaje jednak okrutnie oszukany - traci własny narząd i wszystkie oszczędności życia. Jakby tego było mało, właściciele fabryki, w której pracuje, tylko szukają sposobności, by pozbyć się części załogi. Parę dni nieobecności w pracy owocuje zwolnieniem Ryu. W tej sytuacji pozostają rozwiązania niekonwencjonalne - wraz ze swoją przyjaciółką, komunizującą anarchistką, chłopak planuje porwanie córeczki jednego z fabrykantów. Okup ma pokryć koszty przyszłego przeszczepu. Do pewnego momentu wszystko idzie dobrze...

"Pan Zemsta" to naprawdę niezły film. Obecne są tu już wszystkie cechy kształtującego się stylu Park Chan-wooka, ze smoliście czarnym humorem i kreowaniem przypadkowych tragicznych konfliktów na czele. Łatwo też spostrzec łudzące podobieństwo choćby do słynnego "Hana-bi" (1997) Japończyka Takeshiego "Beata" Kitano, z jego skłonnością do slapstickowego żartu i skrajnej lakoniczności w przedstawianiu emocji.

Cała trylogia Park Chan-wooka narzuca porównania z "Kill Billem" Quentina Taranino. To jednak zbieżność tylko powierzchowna - o ile Tarantino z radością bawi się popkulturowymi kliszami, o tyle filmy Koreańczyka biorą się raczej z autentycznej refleksji społecznej. Lepszym punktem odniesienia byłby tu chyba rozpoczęty w latach 70. cykl "Życzenie śmierci" z Charlesem Bronsonem jako samotnym mścicielem, który musi wobec skrajnej obojętności świata wziąć sprawy we własne ręce. Wendeta jako gorący temat w filmie i literaturze stanowi znak czasów – dla socjologa to oczywisty symbol bezradności, alienacji i śmierci zaufania. Bez zaufania nie ma społeczeństwa, pozostaje tylko samotność i przemoc.

"Pan Zemsta"
Korea Płd. 2002; Reżyseria: Park Chan-wook; Obsada: Kang-ho Song, Ha-kyun Shin, Du-na Bae, Ji-eun Lim, Bo-bae Han; Dystrybucja: Gutek Film
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj