Dziennik Gazeta Prawana logo

Piwniczne zaloty w "Sadyście"

5 listopada 2007, 23:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
SADYSTAFOT. VISION
SADYSTAFOT. VISION/Inne
W "Sadyście" leje się krew o podejrzanie rzadkiej konsystencji. Trupy ożywają, a blondynki w każdej scenie wyglądają, jakby właśnie wyszły od kosmetyczki. Słowem, cuda na kiju.
Na ekranie pojawia się nieprzyzwoicie ładna dziewczyna (Elisha Cuthbert). Jest modelką, twarzą z reklam, niedostępnym obiektem pożądania. Niedostępnym? To jest horror mający spełnić najbardziej skryte fantazje widza, więc już za chwilę znajdzie się ktoś, kto ją porwie. Dziewczyna budzi się w ciemnym pokoiku. Nagle jedna z jego ścian okazuje się oknem, z którego widać plażę i palmy. Śpiewają ptaki, szumi ocean.

Myślę: genialny pomysł - psychopata uprowadził swoją ofiarę na bezludną wyspę. Nic z tego. Okno okazuje się jedynie projekcją, która ma psychicznie zdołować modelkę, a my po raz kolejny obejrzymy film rozgrywający się w czterech ścianach. Kłania się "Kolekcjoner" z freudowskim Terence’em Stampem, pragnącym wyleczyć kompleksy przez uwięzienie w piwnicy pięknego kobiecego motyla. To od niego się zaczęła przed laty moda na historie o piwnicznych romansach, która dziś eksploduje w kinie zarówno azjatyckim, jak i amerykańskim.

Wielkim zaskoczeniem jest nazwisko reżysera. Roland Joffe to przecież człowiek, który nakręcił niegdyś "Misję" i "Pola śmierci". W "Sadyście" ten 60-letni twórca wchodzi na żerowisko młodych wilków współczesnego horroru. Próbuje z Elim Rothem licytować się na obrzydliwości. Pokazuje twarze oblane kwasem, związane ciała w konwulsyjnych drgawkach, wyrwanie zębów kombinerkami. Lecz o ile w "Hostelu", zwłaszcza jego drugiej części, było coś perwersyjnie pociągającego, o tyle "Sadysta" jest żałosny, ponieważ ujawnia ambicje artystyczne reżysera. Tu nie chodzi o posokę i seks, lecz o dotarcie do istoty życia! Przez cały film przewija się pytanie: "Co jest realne?", powtarzane przez ofiarę i oprawcę.

Jeszcze większym szokiem niż udział Joffego w tej farsie, jest nazwisko Larry’ego Cohena jako twórcy pomysłu oraz współscenarzysty. Wygląda to tak, jakby nestor horroru próbował na siłę wymyślić kasowy przebój, przejrzał więc box office’y, zobaczy, że w ostatnich latach najlepiej sprzedawała się "Piła" i nagryzmolił coś podobnego. Bezdennie głupiego, pozbawionego choćby jednej oryginalnej "grzesznej przyjemności".
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj