Dziennik Gazeta Prawana logo

Simpsonowie na wielkim ekranie

13 października 2007, 16:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
SIMPSONOWIE SIMPSONS THE MOVIEFOT. IMPERIAL CINEPIX
SIMPSONOWIE SIMPSONS THE MOVIEFOT. IMPERIAL CINEPIX/Inne
Filmowa wersja "Simpsonów" została zrobiona wedle recepty "dla każdego coś miłego". Na szczęście rewolucyjny duch tego, co miłe inaczej, ostatecznie zatriumfował nad modelem infantylnie miłej telewizyjnej rozrywki.

"Simpsonowie" doczekali się przeniesienia na kinowy ekran, gdy po 18 latach nieprzerwanej obecności w telewizji nowe odcinki nie są już pokazywane w porze największej oglądalności, a ich poziom zmierza w stronę telewizyjnej sztampy. Dzisiejsza wersja serialu z rzadka przypomina o czasach, gdy każdy odcinek był majstersztykiem inteligentnego humoru i celnej satyry.

Na szczęście reżyser pełnometrażowej wersji (a wcześniej 23 telewizyjnych odcinków) David Silverman i główny scenarzysta, ojciec "Simpsonów" Matt Groening o starym przepisie na jeden z najlepszych seriali wszech czasów nie zapomnieli. Owszem, godzenie żartów dla starych fanw z tanimi grepsami dla tych, którzy byli zbyt młodzi, by się załapać na najlepsze sezony, przybiera karkołomne formy, ale ducha anarchicznej zabawy z czasów świetności jednak wyraźnie czuć.

Zwłaszcza w znakomitej pierwszej połówce, gdzie dostajemy to, co w "Simpsonach" zawsze było najlepsze, czyli kpiący z wszystkich świętości obraz niecodziennej codzienności dysfunkcjonalnej rodziny wymieszany z szyderstwem z politycznej poprawności, brawurową kpiną z religijnego nawiedzenia. W dodatku doprawiony smakowitymi slapstickowymi gagami z fenomenalną sekwencją przejażdżki nagiego Barta na deskorolce.

Sama fabuła osnuta wokół wątku jeziora zatrutego przez ojca rodziny Homera i związanej z tym kwarantanny mieszkańców Springfield przykrytych przez tajną agencję wielkim szklanym kloszem najeżona jest niedwuznacznymi wycieczkami w kierunku bieżącej polityki ze szczególnym uwzględnieniem ekologicznej krucjaty Ala Gore’a. Satyryczne ciosy padają gęsto i rozdawane są po równo nawiedzonym ekologom i ich obskuranckim przeciwnikom. Przy okazji dostaje się też m.in. prezydentowi Bushowi (nie wprost), Hillary Clinton (prawie wprost), Tomowi Hanksowi (bardzo wprost) i zespołowi Green Day pogrzebanemu w morzu śmieci. Jest wariacko, inteligentnie i radośnie, a to, co prymitywne w idealnych proporcjach, łączy się z tym, co wyszukane.

Ale z chwilą ucieczki Simpsonów przed rozwścieczonymi sąsiadami na Alaskę ukłony w stronę nowej publiczności zaczynają być coraz bardziej widoczne. W sukurs przychodzi cały worek odwołań do popkulturowej klasyki. I jakoś się to toczy nierówną koleiną lepszych i słabszych momentów z prorodzinnymi rozterkami w roli katalizatora aż do wielkiego finału, gdzie status quo zostaje zwyczajowo przywrócone, a duch niepokornej satyry znów triumfuje. Miłośnicy "Simpsonów" mogą więc z ulgą odetchnąć, bo kinowa wersja jednak udowadnia, że pogłoski o rychłym zmierzchu serialu są mocno przesadzone.


"Simpsonowie"
USA 2007; Reżyseria: David Silverman; Dystrybucja: Imperial-Cinepix; Czas: 87 min; Premiera: 3 sierpnia
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj