Dziennik Gazeta Prawana logo

Wózkiem przez Europę - film drogi

13 października 2007, 16:05
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Aaltra" to jeden z najdziwniejszych filmów drogi, jaki kiedykolwiek powstał. Bo jego bohaterowie wyruszają w podróż na… wózkach inwalidzkich. Podróż śmieszną, tragiczną i w pewnym sensie antyfilmową, ale dzięki temu tak interesującą.

Jak na film drogi "Aaltra" jest bardzo tania, sklecona niemal chałupniczo przez dwóch belgijskich ekscentryków. Benoit Delepine i Gustave Kervern za psie (nawet jak na film europejski) pieniądze odwalili kawał dobrej roboty. Napisali scenariusz, a że żaden producent go nie chciał, sami rzecz wyreżyserowali i zagrali główne role. Role dwóch serdecznie niecierpiących się sąsiadów, którzy podczas bójki zostają przygnieceni przez rolniczą przyczepę, a później sparaliżowani na wózkach inwalidzkich wyruszają w podróż przez Europę. Autostopem z holenderską rodziną, która zostawia ich na brzegu morza przed przypływem, podstępnie zdobytym motocrossem, elektrycznym wózkiem ukradzionym staruszkowi, na przyczepie ciężarówki. Jak się da, byle bliżej celu.

Celem jest Finlandia, gdzie ma siedzibę producent feralnej przyczepy. I właśnie z fińskim kinem Akiego Kaurismakiego (który nie przez przypadek zagrał tu jedną z ról) "Aaltra" nieodparcie się kojarzy. Delepine i Kervern tak jak bohaterowie Kaurismakiego z kamiennymi twarzami odzierają tragizm z patosu, ostentacyjnie pozbawiają komizm soczystości, absurd nasycają realizmem, a realizm sprowadzają do absurdu. W "Aaltrze" wszystko rozgrywa się w szeregu epizodów rejestrowanych niemal w rzeczywistym czasie, obserwowanych w całej rozciągłości i nudzie. Reżyserski tandem z konsekwentną dezynwolturą traktuje klasyczne zasady budowania dramaturgii, wydłużając to, co zwykle opowiada się w jednym ujęciu. Zaś o wydarzeniach teoretycznie najistotniejszych dla akcji informuje za pomocą enigmatycznych sygnałów i domagających się wypełnienia kadrów zainscenizowanych tak, jakby operator spóźnił się na plan, zapomniał włączyć kamerę, gdy dzieje się coś ciekawego.

Ta antyfilmowość działa tak jak u Kaurismakiego. Wytrąca co chwila z beztroskiej bierności, każąc się domyślać, angażować, współtworzyć. I co chwila wprawia w zażenowanie, odzierając niepełnosprawnych bohaterów z uświęconego kulturowo litościwego współczucia. W naszym humanistycznym pojęciu niepełnosprawni to swoisty wyrzut sumienia. Ich upośledzenie ma w sobie coś z pokrzywdzonej świętości. Tymczasem tutaj napadają przechodniów na ulicy, kradną, oszukują i bezlitośnie żerują na tych, którzy byli tak nierozważni, że zaoferowali im pomoc. To szokuje, śmieszy, a w końcu tę niepełnosprawność unieważnia. I o to też twórcom pewnie chodziło. Ale przede wszystkim w wypracowanej przez nich dokumentalnymi metodami nudzie, oszczędności dialogów, efektach obcości kryje się obraz społecznej dezintegracji w zjednoczonej Europie. Nikt z nikim nie może się porozumieć, niezależnie w jakim języku mówi. Na szczęście jest też i pocieszenie, że wszyscy możemy odnaleźć swoje miejsce, pogodzić się z losem. Choćby i w Finlandii, w fabryce traktorów Akiego Kaurismakiego.


"Aaltra"
Belgia 2004; Reżyseria: Benoit Delepine, Gustave Kervern; Obsada: Benoit Delepine, Gustave Kervern, Aki Kaurismaki, Benoit Poelvoorde; Dystrybucja: Art House; Czas: 93 min
Premiera: 6 lipca

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj