Wojcieszek niby konsekwentnie idzie własną drogą, robi filmy po swojemu zbuntowane i utyka w nich pozytywne przesłanie dla młodych Polaków. Tyle że robi to coraz bardziej deklaratywnie. I choć nadal potrafi zaskoczyć formalną surowością jak w "Zabij ich wszystkich", ująć bezpretensjonalnością i ostrością spojrzenia jak w "Głośniej od bomb", to jednak w kolejnych filmach - "W dół kolorowym wzgórzem" i ostatnim "Doskonałym popołudniu" przesłania, wygłaszane bez mała wprost do kamery, biorą górę nad filmowymi walorami i zabijają mu cały efekt.

Reklama

"Doskonałe popołudnie" ma ten walor, że w odróżnieniu od wykalkulowanego "Z odzysku" Fabickiego albo przekombinowanej "Ody do radości" jest do bólu szczere. Tak jak w poprzednich filmach Wojcieszek opowiada o młodych ludziach szukających miejsca we współczesnej Polsce. A ściślej mówiąc, w krajobrazie polskiej prowincji. Dość prawdziwej, bo jest w niej więcej alternatyw niż tylko przewalanie gnoju w chlewie albo gangsterska robota. Mikołaj i jego narzeczona Ania prowadzą w Gliwicach wydawnictwo. Wydali dotąd jedną powieść i stracili pieniądze. Ale się nie poddają. Liczą na to, że uda im się wydać następną książkę i uratować się przed bankructwem.

Ich wspólnik Krzysztof jest za to bliski rezygnacji i myśli o wyjeździe do Irlandii. Wojcieszek pokazuje kilka dni poprzedzających planowany ślub Mikołaja i Ani. Stosuje przy tym chwyt "filmu w filmie". Za sprawą młodego filmowca, który, gdy spotkał się z odmową ojca Mikołaja - byłego działacza "Solidarności", postanowił zrealizować reportaż o samym Mikołaju. W ten sposób reżyser próbuje bezboleśnie przemycić publicystyczny ton monologujących bohaterów. To się jednak nie udaje. Wezwania do pozostania w Polsce, zmieniania swego otoczenia krok po kroku we własnym zakresie, rodzaj dumy z polskiego bagienka brzmią sztucznie i niewiarygodnie. I nieco demagogicznie. Nie każdy ma wszak, jak filmowa Ania, nadzianego ojca wędliniarza gotowego pomóc mimo niewiary w sens wydawania polskiej współczesnej prozy.

Równolegle opowiada Wojcieszek i drugą historię. Historię rodziców Mikołaja. Rozstali się przed dwunastu laty, teraz razem jadą na ślub syna. On - były działacz podziemia, po 1989 roku zaliczył epizod w solidarnościowej władzy. Rozczarowany wrócił do Wrocławia. Ona została w Warszawie. I choć konfrontacja ideałów "Solidarności" ze współczesnością widzianą oczyma 50-latków wypada równie nieprzekonująco, co deklaracje młodych, to wątek odnajdywania dawnych uczuć podczas wspólnej podróży broni się znacznie lepiej. Nasycony emocjami, świetnie interpretowany przez Gosię Dobrowolską i Jerzego Stuhra - do pewnego stopnia ratuje ten film przed popadnięciem w sztuczność.

Rozumiem chęć Wojcieszka zarażenia innych własnym optymizmem, przekucia w obraz własnego planu na życie. I nawet mi jego prostolinijność imponuje, ale jako próba skomentowania sytuacji w Polsce "Doskonałe popołudnie" zawodzi, pogrążając się w apelach, które ani niczego nie tłumaczą, ani nie nazywają świata nieprzedstawionego po imieniu. Ale będę Wojcieszkowi nadal kibicował, bo - gdy zrozumie, że sam pozytywny program to za mało - może wreszcie zrobi naprawdę ważny film.


"Doskonałe popołudnie"
Polska 2005; Reżyseria: Przemysław Wojcieszek; Obsada: Michał Czernecki, Magdalena Popławska, Gosia Dobrowolska, Jerzy Stuhr; Dystrybucja: Vivarto; Czas: 90 min.

Premiera: 20 kwietnia