Dziennik Gazeta Prawana logo

Misja na słońce, czyli znowu ratujemy świat

13 października 2007, 14:15
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kosmiczna misja zapalenia na nowo gasnącego słońca staje się odyseją załogi zmierzającej ku źródłom wszelkiego życia. "W stronę słońca" to kino wtórne, ale efektowne, inteligentne i z własnym charakterem.

Danny Boyle wciąż zaskakuje. Kojarzony z zupełnie innym kinem twórca "Płytkiego grobu" czy "Trainspotting" po całkiem skutecznym ożywieniu zombie w "28 dni później" wraz ze scenarzystą Aleksem Garlandem zwrócił się ku science fiction. I nie zatracił własnego charakteru. Ich wizja przyszłości i kosmicznych podróży w niewielkim stopniu przypomina zachwycające się rekonstruowaniem przestrzeni kosmicznej produkcje w rodzaju „Misji na Marsa czy „Czerwonej planety. Bardziej inspiruje się obrazami w stylu „2001: Odyseja kosmiczna Kubricka pożenionymi ze znanym fabularnym schematem katastroficznej apokalipsy podanej w mrocznej aurze.

Tym razem chodzi o katastrofę solarną. Za 50 lat, czyli całkiem niedługo, nasze słońce zaczyna wygasać i przyszłość ludzkości wisi na włosku. Ostatnią nadzieją Ziemi jest ośmioosobowa załoga statku kosmicznego "Icarus II" lecąca w stronę słońca z misją umieszczenia na powierzchni jądrowego ładunku, który pobudziłby do życia gasnącą gwiazdę.

A więc "Armageddon 2"? Jeśliby brać pod uwagę sam tylko fabularny schemat, poniekąd tak. Ale wkrótce reguły gry się zmieniają, z "Armageddonu" robi się "Obcy - Ósmy pasażer Nostromo". Uwięziona w ciasnych, klaustrofobicznych wnętrzach kosmicznego statku załoga musi walczyć nie tylko o przyszłość cywilizacji i własne życie, ale wygrać z własnym umysłem. Padają pytania o naturę wszechświata rodem z "Solaris" Lema, pojawia się spór wiary w absolut z arogancją nauki. W tym wszystkim Boyle zachowuje reguły naukowego uprawdopodobnienia przyszłości, dba o atrakcyjność spektaklu i nie przekracza wątłej granicy między inteligentnymi pytaniami a banalnymi odpowiedziami.

Owszem, dylematy ludzi zmierzających do źródła wszelkiego życia może trącą chwilami naiwnością, może i utykają w stanie nieważkosci. Może konstrukcja statku z wyposażeniem wywoła uśmiech politowania futurologów i astroinżynierów. Ale jest u Boyle’a autentyczny dramat, napięcie i prawdziwe piękno. Są też na szczęście całkiem wiarygodne portrety psychologiczne.

Wszystko to składa się na takie kino science fiction, w którym to, co przeważnie ma w nim największe znaczenie, liczy się mniej. Nieistotna jest wtórna fabuła, mniej ważne (choć trzymające poziom) efekty specjalne. Ważny jest ludzki dramat, psychologiczna odyseja wysłanników ludzkości w obliczu tajemnicy. Mimo pewnych niedociągnięć, przewidywalności, błędów w obliczeniach duetu Boyle - Garland ma ten film i aurę, i napięcie, i niepokój, a przede wszystkim domaga się używania mózgu, co w kinie fantastycznym ostatnich lat nie było wcale regułą.


"W stronę słońca"
USA 2007; Reżyseria: Danny Boyle; Obsada: Cillian Murphy, Michelle Yeoh, Chris Evans, Rose Byrne; Dystrybucja: Imperial/CinePix; Czas: 108 min
W kinach od 13 kwietnia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj