Tabloidowa dziennikarka poniosła klęskę. Nie udało się jej zdemaskować wysoko postawionego geja, bierze więc na widelec ogiera, który w swoim biurze molestuje co ładniejsze pracowniczki. Na czym polega cały dowcip? Oczywiście na tym, że owego ogiera gra Bruce Willis. Widzowie dobrze kojarzą z "Pulp Fiction" charakterystyczny szelmowski uśmieszek

Reklama

Bruce’a chwilę po tym, jak podziurawił kulami Vincenta Vegę. W "Kimś całkiem obcym", mając na głowie nienajlepiej dopasowany tupecik "z grzywką", gra Harrisona Hilla, szefa największej w Nowym Jorku agencji reklamowej. Istnieją poszlaki łączące go ze śmiercią okrutnie zmasakrowanej dziewczyny, z którą przez pewien czas flirtował na internetowych chatach. Sprawę bada Rowena (Halle Berry), łącząc podejście zawodowe z motywami czysto osobistymi, gdyż zamordowana była jej przyjaciółką.

Widz oczekuje sensacji, krwi, nagości, zaskoczenia, a tymczasem wszystko rozwija się zgodnie z ostrożnymi receptami hollywoodzkiego thrillera. To, że bohaterowie uprawiają seks w okryciach wierzchnich, to normalka, problem w tym, że James Foley przesadza z ilością spojrzeń, jakie wzajemnie wymieniają. Willis w całym filmie nie ma dosłownie żadnego "jednolinijkowca", przez cały czas paradując z jednym uśmiechem. Taki tytan kina rozrywkowego powinien dostać w scenariuszu kilka scen, w których mógłby się wykazać. Tymczasem, choć trudno w to uwierzyć, w "Kimś całkiem obcym" gra mrukliwego, nadętego erotomana. Bez ani żyłki fantazji, ani tym bardziej mrocznej przeszłości.

Największym atutem filmu jest Halle Berry. Napisawszy o słowo za dużo, zdradziłbym kluczowy element fabuły, dość więc powiedzieć, że aktorce udało się to samo, co Gwyneth Paltrow w "Dowodzie" - w słabym filmie zagrała postać nacechowaną prawdziwymi, dramatycznymi nutami. Przyjemnością jest obserwowanie jej płonących spojrzeń i drążącego ją niepokoju. Zabawna jest też ukryta - trudno powiedzieć, czy świadomie - satyra na korporacyjny styl życia. Jak bowiem według Foleya wygląda dzień pracy w agencji reklamowej? Składa się wyłącznie z flirtowania, plotkowania i podkładania sobie świń. Jednocześnie nie pada tu nawet słowo o reklamie.

To w sumie dobrze, że aktorzy nie plotą andronów o marketing miksach czy outdoorach. Szkoda natomiast, że akcja zaczyna budzić przynależny każdemu dobremu thrillerowi dreszczyk dopiero przez ostatnie dziesięć minut.


"Ktoś całkiem obcy"
USA 2007; Reżyseria: James Foley; Obsada: Halle Berry, Bruce Willis, Giovanni Ribisi; Dystrybucja: UIP; Czas: 109 min
W kinach od 13 kwietnia