Dziennik Gazeta Prawana logo

Willis i Berry - za mało szaleństwa

13 października 2007, 14:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W "Kimś całkiem obcym" wszystko układa się zgodnie z ostrożnymi receptami hollywoodzkiego thrillera. Zabrakło pomysłu na pokazanie innej twarzy Bruce’a Willisa, błysnęła za to piękna Halle Berry.

Tabloidowa dziennikarka poniosła klęskę. Nie udało się jej zdemaskować wysoko postawionego geja, bierze więc na widelec ogiera, który w swoim biurze molestuje co ładniejsze pracowniczki. Na czym polega cały dowcip? Oczywiście na tym, że owego ogiera gra Bruce Willis. Widzowie dobrze kojarzą z "Pulp Fiction" charakterystyczny szelmowski uśmieszek

Bruce’a chwilę po tym, jak podziurawił kulami Vincenta Vegę. W "Kimś całkiem obcym", mając na głowie nienajlepiej dopasowany tupecik "z grzywką", gra Harrisona Hilla, szefa największej w Nowym Jorku agencji reklamowej. Istnieją poszlaki łączące go ze śmiercią okrutnie zmasakrowanej dziewczyny, z którą przez pewien czas flirtował na internetowych chatach. Sprawę bada Rowena (Halle Berry), łącząc podejście zawodowe z motywami czysto osobistymi, gdyż zamordowana była jej przyjaciółką.

Widz oczekuje sensacji, krwi, nagości, zaskoczenia, a tymczasem wszystko rozwija się zgodnie z ostrożnymi receptami hollywoodzkiego thrillera. To, że bohaterowie uprawiają seks w okryciach wierzchnich, to normalka, problem w tym, że James Foley przesadza z ilością spojrzeń, jakie wzajemnie wymieniają. Willis w całym filmie nie ma dosłownie żadnego "jednolinijkowca", przez cały czas paradując z jednym uśmiechem. Taki tytan kina rozrywkowego powinien dostać w scenariuszu kilka scen, w których mógłby się wykazać. Tymczasem, choć trudno w to uwierzyć, w "Kimś całkiem obcym" gra mrukliwego, nadętego erotomana. Bez ani żyłki fantazji, ani tym bardziej mrocznej przeszłości.

Największym atutem filmu jest Halle Berry. Napisawszy o słowo za dużo, zdradziłbym kluczowy element fabuły, dość więc powiedzieć, że aktorce udało się to samo, co Gwyneth Paltrow w "Dowodzie" - w słabym filmie zagrała postać nacechowaną prawdziwymi, dramatycznymi nutami. Przyjemnością jest obserwowanie jej płonących spojrzeń i drążącego ją niepokoju. Zabawna jest też ukryta - trudno powiedzieć, czy świadomie - satyra na korporacyjny styl życia. Jak bowiem według Foleya wygląda dzień pracy w agencji reklamowej? Składa się wyłącznie z flirtowania, plotkowania i podkładania sobie świń. Jednocześnie nie pada tu nawet słowo o reklamie.

To w sumie dobrze, że aktorzy nie plotą andronów o marketing miksach czy outdoorach. Szkoda natomiast, że akcja zaczyna budzić przynależny każdemu dobremu thrillerowi dreszczyk dopiero przez ostatnie dziesięć minut.


"Ktoś całkiem obcy"
USA 2007; Reżyseria: James Foley; Obsada: Halle Berry, Bruce Willis, Giovanni Ribisi; Dystrybucja: UIP; Czas: 109 min
W kinach od 13 kwietnia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj