Czy po Oscarze za "Czekając na wyrok" dostajesz ciekawsze scenariusze?

Reklama

To była cudowna noc, nikt nie odbierze mi tego, co przeżyłam, ale nie znaczy to, że sam Bóg pojawił się następnego dnia przed moimi drzwiami ze stosem scenariuszy w rękach. Statuetka nie jest gwarancją udanej kariery. To po prostu nagroda za dobrą robotę w minionym roku. Oczywiście wiąże się z nią ugruntowanie pozycji w Hollywood - twoi rówieśnicy patrzą na ciebie inaczej, jesteś traktowana poważniej niż kiedyś. A jeżeli trafi się scenariusz filmu, w którym chcesz zagrać, to choćby wszyscy twierdzili, że nie pasujesz do tej roli, przynajmniej umówisz się na rozmowę z reżyserem. To właśnie gwarantuje ci ten złoty koleś.

Jak teraz dobierasz role? Jesteś ostrożniejsza, szukasz kolejnej możliwości stworzenia oscarowej kreacji?

Nie, nigdy nie analizowałam scenariuszy w ten sposób. Tego rodzaju ostrożność była przyczyną zawalenia się wielu znakomicie zapowiadających się karier filmowych. Nazywano ją klątwą Oscara. Czasem, czekając na tę jedyną rolę, można zmarnować całe życie. "Mam Oscara i będę grać tylko w filmach oscarowych" - myślą niektórzy. A jaki jest naprawdę ów film oscarowy? Diabli wiedzą. Ważne, by robić to, co się kocha. Za to dostałam swojego pierwszego Oscara. I musiałam zaryzykować. Nie posłuchałam ludzi, którzy tą rolą wróżyli mi koniec kariery.

Czemu zgodziłaś się wystąpić w filmie "Ktoś całkiem obcy"?

Cóż, granie kogoś, kto gra kogoś innego, grając jeszcze kogoś zupełnie innego, było sporym wyzwaniem. Zakończenie było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Chciałam mieć w tym swój udział. Poza tym reżyserem był James Foley, którego bardzo szanuję.

Nie bałaś się, że pomiędzy takimi gwiazdami jak ty i Bruce Willis na planie musi zacząć iskrzyć?

Od początku wiedzieliśmy, że między mną a Bruce'em wytworzy się chemia. Wtedy byliśmy jeszcze sąsiadami. Kiedy okazało się, że będziemy grać razem, byłam pewna, że się dogadamy, choćby z uwagi na to.

Ucinaliście sobie pogawędki przez ogrodzenie?

Zdarzało mu się już paradować w szlafroku przed moim domem. Oboje czuliśmy, że skoro świetnie rozumiemy się jako ludzie, nie będziemy mieli problemów w pracy. O ile pamiętam, chyba przez siatkę zaproponowałam mu przeczytanie scenariusza do tego filmu.

Miałaś wpływ na kreacje, które nosisz w tym filmie?

Tak, ściśle współpracowałam ze świetną kostiumografką Renee Kalfus przy tworzeniu strojów dla każdej z postaci, w którą się wcielam. James ciągle powtarzał, że mam wyglądać jak najbardziej sexy. "W tym filmie nie ma ani jednej sceny erotycznej, więc chociaż zrekompensuj to widzom ubiorem!" - żartował.

Jak zmieniło się twoje życie od czasu, kiedy zdiagnozowano u ciebie cukrzycę?

Pracowałam wtedy nad serialem telewizyjnym. Nagle wylądowałam w szpitalu i usłyszałam: "Ma pani cukrzycę". Myślałam, że to wyrok śmierci. Równie dobrze mogłam wtedy usłyszeć, że mam raka. Potem okazało się, że wystarczy stosować zastrzyki z insuliny, żeby czuć się dobrze. I prowadzić zdrowy tryb życia. I mimo że nie mam z tym teraz problemu, moje życie zmieniło się diametralnie. Uznaję się za szczęściarę. Bardzo się tym przejłam, jem tylko zdrowe rzeczy, dużo ćwiczę i staram się wszystko kontrolować. Moje życie stało się drobiazgowo zaplanowane i poukładane. I - o ironio! - czuję się teraz zdrowsza niż kiedykolwiek.