Jak zareagowałaś na wiadomość, że w "Aviatorze" dostałaś rolę Avy Gardner?

Reklama

Od razu zadzwoniłam do mamy. Jechała samochodem i z wrażenia mało nie spowodowała wypadku. Granie kogoś, kto żył naprawdę, jest onieśmielające, bo nigdy nie da się do końca wcielić w tamtą osobę... Ale akurat z tej roli cieszyłam się bardzo. Gdy po trzech tygodniach skończyłam zdjęcia, snułam się po planie i powtarzałam wszystkim: "Chciałabym jeszcze tu zostać. Mogę się jeszcze w czymś przydać? Pozamiatać?"

Gardner była twoją idolką?

Uważam ją za kogoś wyjątkowego. To świetna aktorka, zwłaszcza w "Bosonogiej contessie". Ale też silna, przebojowa, twarda kobieta. A przy tym wszystkim nie była wredną suką. Miała w sobie tę godność, którą zawsze podziwiam. To prawdziwa rzadkość u kobiet sukcesu, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Ava Gardner weszła do historii jako jedna z najpiękniejszych kobiet w kinie. Anioł, wamp, bogini seksu, legenda, najpiękniejsze zwierzę świata - tak opisywali gwiazdę ci, którzy mieli szczęście ją poznać.

Ja takiej okazji nie miałam, więc starałam się o niej jak najwięcej dowiedzieć na własną rękę. Obejrzałam wszystkie jej filmy, dużo czytałam. Zresztą sporo napisała sama o sobie, a tuż przed śmiercią ukończyła autobiografię. Inna sprawa, że różne źródła podają sprzeczne informacje na temat tego, co się działo w jej życiu, szczególnie w jej związku z hollywoodzkim milionerem i bożyszczem kobiet Howardem Hughesem. Trudno zgadnąć, gdzie leży prawda, więc starałam się trzymać tylko tego, co sama mówiła w autoryzowanych biografiach.

Ty również jesteś gwiazdą, o której wiele się pisze. Czy czujesz presję z tym związaną?

Chyba nie. No, może tylko wtedy, kiedy przytyłam do "Aviatora" 11 kilo.

Jak to zrobiłaś?

Jadłam mnóstwo czekolady i nagle okazało się, że mam znacznie większe piersi i tyłek. Niby o to chodziło, ale jeżeli nie poinformuje się wszystkich dookoła, że przybiera się na wadze specjalnie dla roli, to rodzą się plotki. Czytasz, że jesteś w ciąży, miałaś operację i jeszcze inne głupoty, a życie wymyka ci się spod kontroli. Trochę mnie to na początku drażniło, ale później przywykłam. Tak jak do innych bzdur na mój temat. Na przykład, że uprawiałam seks z Colinem Farrellem, choć nigdy się nawet nie spotkaliśmy.

Przecież wszyscy uprawiali seks z Colinem Farrellem!

Fakt, więc też musiałam się znaleźć w tym tłumie.

Kiedy angielska aktorka przeprowadza się do Ameryki, rodacy traktują ją jak zdrajcę?

Przeprowadziłam się zmęczona 12-godzinnymi podróżami samolotem w jedną stronę, później wyszłam za Amerykanina i tak już zostało. Niespecjalnie tu jednak pasuję. Nie chodzę na hollywoodzkie imprezy, nie robię paznokci u najpopularniejszych kosmetyczek, a na premierach pojawiam się tylko wtedy, kiedy sama występuję w danym filmie i zobowiązuje mnie do tego kontrakt. Nie otaczam się wiankiem ochroniarzy, a przez ostatnie 12 lat miałam tylko dwóch narzeczonych.