Dziennik Gazeta Prawana logo

Perfekcyjnie obojętna "Absolwentka"

28 stycznia 2010, 14:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Magdalena Michalska
Magdalena Michalska/Inne
Jest taki typ filmów, który pozostawia widza nieskażonym: ani jedną emocją, choćby drgnięciem powieki, złością, irytacją, czymkolwiek. Filmy perfekcyjnie obojętne. Do tego niezwykłego gatunku należy "Absolwentka". Od 29 stycznia w polskich kinach.
fr_absolewntka_270599a_465591.jpg
Absolwentka

(AKA "Post Grad")
USA 2009; reżyseria: Vicky Jensen; obsada: Alexis Bledel, Michael Keaton, Zach Gilford, Rodrigo Santoro; dystrybucja: Imperial-Cinepix; czas: 88 min; Premiera: 29 stycznia; Ocena 1/6



Obraz, który od biedy mógłby zostać pokazany w telewizji w sobotnie przedpołudnie, kiedy między ścieraniem kurzu a mieszaniem zupy w garnku rzucamy raz na jakiś czas okiem na ekran, zostaje wprowadzony do dystrybucji kinowej.

„Absolwentka” poza polskim tytułem nie ma oczywiście nic wspólnego z „Absolwentem”. To banalna, nieśmieszna produkcja – w zamierzeniu twórców komedia o dziewczynie, której perfekcyjny plan na życie wali się po ukończeniu college’u. Nasza bohaterka (Alexis Bledel – pojawiła się w „Sin City” Rodrigueza) jest nie tylko bardzo ambitna, ale i konsekwentna. W dzieciństwie stworzyła sobie listę rzeczy, które chce w życiu osiągnąć, i mimo upływu lat wciąż trzyma się planu. Dobra szkoła, a w szkole dobre stopnie, stypendium itd. Pierwsza porażka: brak wymarzonej pracy, sprowadza ją na dno rozpaczy.

p

Zamiast redaktorką w prestiżowym wydawnictwie, zostaje pomocą w sklepie z walizkami prowadzonym przez jej ojca (Michael Keaton). Nie może sobie pozwolić na szykowne mieszkanko w centrum, wraca więc jak niepyszna do podmiejskiego domku rodziców, w którym stacjonują także jej nieco dziwaczny młodszy brat i wiecznie umierająca babcia, której hobby jest wybieranie sobie kosztownych trumien. Aby porażek życiowych było mało, nasza absolwentka wdaje się we flirt z urodziwym sąsiadem – reżyserem reklam telewizyjnych (Rodrigo Santoro, pamiętany jako piękny obiekt westchnień Laury Linney w „To właśnie miłość”), zaniedbując kochającego ją, uczciwego chłopca. Sztampowa do bólu fabuła prowadzi do jeszcze bardziej sztampowego i bolesnego finału będącego przegiętą reklamówką rodziny i sensu rezygnacji ze swoich marzeń na rzecz związku z drugim człowiekiem (polecam uważne przyjrzenie się, jak to jest nakręcone – nawet twórcy reklam pasty do zębów nie osiągają tego poziomu kiczu). Witamy w mrokach średniowiecza.

Skrajnie patriarchalno-mizoginistyczna atmosfera filmu, w którym mężczyźni mogą być freakami, artystami i wiecznymi dziećmi, a kobietom należy się tylko służalcze miejsce u ich boku, zaskakuje tym bardziej, że film reżyserowała kobieta, której wcześniejsze dokonania sugerowały, że ma duże poczucie humoru. Vicky Jenson, dla której „Absolwentka” to pierwszy pełnometrażowy film fabularny, od wielu lat z powodzeniem pracuje przy animacjach – zaczynała przy produkcjach Hanna-Barbera. Od prawie 15 lat pracuje dla DreamWorks i jest współautorką „Shreka” i „Rybek z ferajny”.

Film Jenson ma dwie zalety: dzięki niemu odpowiedziałam sobie na nurtujące mnie od jakiegoś czasu pytanie się: co się dzieje z Michaelem Keatonem – otóż eks-Batman grywa obecnie w szmirach i ma się dobrze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj