Polska 2009; reżyseria: Maria Sadowska, Dorota Lamparska, Anna Maliszewska; osada: Anita Jancia, Joanna Szczepkowska, Jan Wieczorkowski; Adam Woronowicz, Borys Szyc, Magdalena Cielecka; Krzysztof Stroiński, Magdalena Czerwińska, Łukasz Simlat; dystrybucja: Film Polski; czas: 111 min; Premiera: 13 listopada; Ocena 1/6
W teatrze istnieje przesąd, że wystawianie „Makbeta” przynosi nieszczęście. Przyglądając się kolejnym poronionym próbom zgłębienia problemów współczesnych
trzydziestolatków przez polskich filmowców, na miejscu twórców poważnie zastanowiłabym się czy nie wciągnąć tego tematu na listę pechowych. Długa jest lista tych, którzy mu nie
sprostali: Treliński, Barczyk, czy zaledwie w zeszłym tygodniu spektakularnie potknął się o niego debiutant Wojciech Pacyna w „Nigdy nie mów nigdy”. Trzy portrety młodych
sfrustrowanych, które proponują trzy debiutantki wpisują się w pasmo klęsk na tym polu wręcz podręcznikowo.
Wieczorem bryluje w klubach, w dzień wysłuchuje połajanek matki (Joanna
Szczepkowska), która w jej wieku miała już nagraną płytę, a teraz chałturzy do kotleta na wątpliwych przyjęciach dla biznesmanów. Dużo tu hałasu, który ma oddać chaos w życiu
dziewczyny. Ludzie tu oświadczają się przysyłając sobie paczki, brak porozumienia symbolizuje wyłączanie telefonu komórkowego, a tylko po kilku głębszych i białej kresce potrafią
wykrzyczeć, jacy są rozbici i przyznać, że wychowanie dzieci to horror.
– japiszon (Woronowicz), który pewnego dnia odkrywa, że nie może przekroczyć progu kamienicy, w której mieszka przez co zawali bardzo ważne spotkanie służbowe. Przewija się tu znakomita obsada: Jankowska-Cieślak, Stroiński – w jedynym dobrze pomyślanym epizodzie faceta, który boi się powiedzieć żonie, że stracił pracę, Szyc, Cielecka. Aż strach pomyśleć, że film mógł być inspirowany opartym na podobnym koncepcie „Aniołem zagłady” Bunuela, bo ani dramatu, ani humoru dopatrzeć się w nim, nawet przy dużych pokładać dobrej woli, nie można.
Trzecia z debiutantek – . Oto lekko zachwiana psychicznie nauczycielka postanawia zajść w ciążę z przebywającym w więzieniu mężem. Sprawa nie jest łatwa, bo kolejka do pokoju szybkich randek, w którym wolno więźniom uprawiać seks jest bardzo długa. Sztuczne to strasznie, przewidywalne, a i temat: owulacja kontra biurokracja też niezbyt przekonujący.
Jeden wniosek płynie z tego seansu: a może by tak spróbowali młodzi filmowcy mówić nie tylko o sobie, może są ciekawsze tematy na kino. Owszem, większość geniuszy ekranu opowiadała wyłącznie o sobie, ale najpierw mieli w ręku rzemiosło i wbrew pozorom otaczali się sztabami najwyższej klasy speców od kina. Bez niego też wychodziło by im to, co wyszło autorkom „Demakijażu”, czyli . Ich miejsce jest w szufladzie.