Inne / Potr Kowalczyk
Reklama
"Roman Polański. Ścigany i pożądany"(aka "Roman Polanski: Wanted and Desired") USA/Wielka Brytania 2008; reżyseria: Marina Zenovich; dystrybucja: Kino Świat; czas: 99 min; Premiera: 13 listopada; Ocena 4/6
Inne
Inne
Inne

„Czy sądzi pan, że w moim życiu nic poza tą sprawą nic się nie zdarzyło” – pyta Roman Polański dziennikarza w wywiadzie pokazanym w filmie Zenovich. Rzeczywiście „Ścigany i pożądany” jest dokumentem ustawionym tak, że choć pokazuje wiele momentów z życia Polańskiego, jego główną osią jest proces, który miał się odbyć w końcu lat 70., a obok reżysera równorzędnym bohaterem filmu jest amerykański wymiar sprawiedliwości.

Jedną z największych zalet obraz Zenovich jest bezstronność. Dokumentalistka daje widzowi zdecydować, wydać własny werdykt, w montażu (nagrodzonym na festiwalu w Sundance) konsekwentnie dba o to, by zderzały się ze sobą za i przeciw. Nie czyni żadnych zabiegów propagandowych czy agitacyjnych dla którejś ze stron. Zgrabnie wydobywa różnice w amerykańskim i europejskim podejściu do sprawy Polańskiego, lawinę błędów proceduralnych jakie popełnił kalifornijski sąd i przesadną lekkomyślność reżysera w początkowej fazie postępowania przeciwko niemu. Nie przypadkowo o filmie, który pokazywano już jakiś czas temu w całej Europie zachodnia prasa pisała, że Polański doczekał się wreszcie sprawiedliwego procesu.

Zenovich, któraw swojej karierze zrobiła już kilka dokumentów o sławnych ludziach, m.in. „Who is Bernard Tapie?”, o francuskim polityku i prezesie klubu Olimpique Marsylia, który trafił do więzienia za finansowe przekręty. Polańskim zainteresowała się, gdy pisała na zamówienie „New York Timesa” artykuł o tym, dlaczego polski reżyser nie może pokazać się na ceremonii rozdania Oscarów, kiedy jego „Pianista” był faworytem wyścigu o statuetkę Akademii. Zastanowiło ją, dlaczego wszyscy, którzy zajmowali się sprawą Polańskiego, skupiali się na oskarżeniach i tym, że ten uciekł, a niewielu obchodziło, co było pomiędzy tymi zdarzeniami.

Swoim dokumentem postanowiła wypełnić tę lukę. I choć w filmie nie padają żadne fakty, których reżyser nie opisałby w swojej słynnej autobiografii „Roman”, okazuje się, że obraz filmowy ma dużo większą siłę rażenia niż wydana w 1984 roku książka. Na ekranie pojawiają się wszyscy żyjący uczestnicy tamtego procesu, łącznie z Samanthą Gailey, adwokatem Douglasem Daltonem i prokuratorem Rogerem Gunsonem.

Zabrakło tylko „primadonny” całego przedstawienia – zmarłego sędziego Laurence’a J. Rittenbanda. Z prowadzonych przez dokumentalistkę wywiadów, archiwalnych zapisów przesłuchań i konferencji prasowych, z których znaczna część nie widziała światła dziennego od 1977 roku, wynika jasno, że to jego żądza rozgłosu (zajmował się tylko procesami sław, prowadził m.in. rozwód Elvisa Presleya) i chęć utrzymania wysokiej pozycji w elicie konserwatywnej południowej Kalifornii były jego priorytetami podczas procesu Polańskiego. Ujawnienie prawdy, ochrona dziewczyny i wymierzenie słusznej kary jej uwodzicielowi były na drugim planie.

W filmie obrońca reżysera przytacza rozmowę z Rittenbandem: „Wezwał nas do swojego biura i powiedział, że ze względu na prasę należy wydać wyrok skazujący na więzienie stanowe. Pan, panie Dalton, będzie się domagał kary z zawieszeniem. Pan, panie Gunson, będzie żądał uwięzienia. Ja wydam wyrok nieoznaczony (czyli bez określenia czasu trwania kary – red.), a po trzech miesiącach na wniosek obrony zwolnię go”. Prasie zaś przekazał, że zwolni Polańskiego tylko pod warunkiem, że ten dobrowolnie opuści USA. To była kolejna zagrywka „pod publiczkę” sędziego i ostatnia, którą Polański wytrzymał. Następnego dnia kupił bilet w jedną stronę do Londynu. Wkrótce potem, na skutek doniesienia prokuratora i obrońcy o licznych przypadkach łamania prawa i etyki zawodowej sędzia Rittenband wycofał się ze sprawy. Jego następca, Paul Breckinridge odmówił wydania zaocznego wyroku, skreślił proces Polańskiego z wokandy i zapowiedział, że jeśli reżyser kiedykolwiek wróci postępowanie będzie się toczyć od samego początku.

Zenovich pokazuje również kolejnego sędziego – Larry’ego Paula Fidlera, który zajął się procesem Polańskiego w 1997 roku. On z kolei miał zaoferować reżyserowi zakończenie procesu z oczyszczającym go wyrokiem. Warunek był tylko jeden – proces będzie transmitowany przez telewizję. Polański miał odrzucić tę ofertę.

Praca, jaką wykonała Zenovich nad odnalezieniem nieistniejących w obiegu archiwaliów i namówieniem do udziału w filmie ludzi związanych ze sprawą jest imponująca. Pomysły montażowe i ilustracyjne trafione w punkt (film zdobył nagrody Emmy za scenariusz i reżyserię). Z niecierpliwością czekam na wyniki jej pracy nad drugą częścią „Ściganego i pożądanego”. Produkcja ruszyła w lutym ubiegłego roku.