"Odrobina nieba" i umieranie w stylu glamour
"Odrobina nieba" to jeden z najbardziej irytujących koszmarów wyprodukowanych w ostatnich latach przez Fabrykę Snów. Nieśmieszna komedia romantyczna wyolbrzymia do granic absurdu hollywoodzką manierę epatowania widzów niemożliwymi do naśladowania wzorcami zachowań.
- Trzy piękne aktorki w nowej roli – zostały reżyserkami
- Tłum gwiazd w nowym filmie autorki "Monsunowego wesela"
- Kate Hudson projektantką! Tworzy kolekcję biżuterii
- Zombie mają się świetnie w "Rammbock. Berlin Undead"
- "Czarodziejka" przyprawiająca o ból głowy
- Poznajcie nowego Zorro!
- Bernal i Luna – meksykańscy przystojniacy trzymają się razem
-
Oto ikony stylu. Ranking najlepiej ubranych gwiazd według magazynu People
- Płaskie może być piękne? Galeria gwiazd z małymi piersiami
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Reżyserka Nicole Kassell idzie jednak o krok dalej niż twórcy zdradzający uniwersalne recepty na szczęśliwy związek bądź satysfakcjonujące rodzicielstwo. Eksploatująca motyw śmiertelnej choroby bohaterki "Odrobina nieba" stanowi prekursorski w swym cynizmie poradnik umierania w stylu glamour.
Kassell pokazuje walkę z rakiem tak, jakby opisywała ulubioną rozrywkę klasy średniej. Główna bohaterka o imieniu Marley (Kate Hudson) ani na chwilę nie traci zuchwałości charakterystycznej dla rozpieszczonej przez konsumpcję kobiety sukcesu. Pieniądze przeznaczone na leczenie bez zastanowienia wydaje na markowe ciuchy, a swoją chorobę traktuje jak afrodyzjak, dzięki któremu wpycha się do łóżka leczącego ją specjalisty (Gael Garcia Bernal). Niedorzeczna postawa bohaterki zyskałaby jakikolwiek sens, gdyby posłużyła przynajmniej do zburzenia gatunkowych schematów. Pozornie zbuntowany film Kassel ostatecznie akceptuje jednak całą ostentacyjną ckliwość wpisaną w konwencję love story. Pod tym względem "Odrobinę nieba" ogląda się jak nieświadomą parodię nominowanego do tegorocznych Złotych Globów "Pół na pół". Znakomity film Jonathana Levine'a w idealnych proporcjach łączył odwagę dowcipu dotyczącego śmiertelnej choroby bohatera z subtelnością wprowadzonego kuchennymi drzwiami wątku romansowego. W "Odrobinie nieba" nie sposób znaleźć ani jednego, ani drugiego.
Odrobina nieba | USA 2011 | reżyseria: Nicole Kassell | dystrybucja: Kino Świat | czas: 106 min


















































~Elżunia Milunia2012-03-15 08:30
Zgadzam się w pełni z zamieszczoną powyżej recenzją. Sam film obejrzałam wczoraj wieczorem i muszę przyznać, że ze zdumieniem popatrywałam na koleżankę siedzącą obok mnie i ocierającą załzawione oczy. Ja, niestety, ani przez chwilę nie czułam się aż tak poruszona tym zupełnie przeciętnym obrazem. Ponieważ wszystko było w nim nieprawdziwe i sztuczne, ślizgające się po powierzchni prawdziwych doznań. Elementem zaś najbardziej wkurzającym okazała się dla mnie osoba głównej bohaterki: pustej, głupio zadowolonej z siebie dziewczyny, która nikogo i niczego nie traktowała w życiu serio i z szacunkiem. Tak wychwalana Kate Hudson od początku do końca denerwowała mnie arogancją, bezczelnością i totalnym egoizmem kreowanej przez siebie postaci. A cukierkowe obrazy nieba i mało inteligentne rozmowy w tych sielankowych zaświatach z kimś w rodzaju czarnoskórego "Boga" po prostu zadały cios miażdżący zdrowemu rozsądkowi i ostatecznie uprzytomniły mi, z jakim gniotem miałam do czynienia w sali kinowej przez prawie dwie godziny. Toteż z ulgą ogromną zbierałam swoje rzeczy obiecując sobie: nigdy więcej romantycznego kiczu a la USA
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!