Frank (Emil Johnsen) jest stroniącym od ludzi studentem medycyny. Najchętniej spędza czas popijając kawę i ślęcząc nad książkami w swoim skromnym mieszkanku. Jednak otoczenie nie daje mu o sobie zapomnieć: irytująca córka sąsiadów, wścibska dozorczyni i nieco nachalna dziewczyna z piętra wyżej, Lotte (Ylva Gallon), wiecznie usiłują zakłócać jego spokój. Zwłaszcza wyraźnie spragniona miłości Lotte, uwikłana w związek z brutalnym osiłkiem Micke (Peter Stormare) wciąga Franka w spiralę wydarzeń, z których nie będzie umiał się wyplątać.

Napędzany kofeiną, sfrustrowany niepowodzeniami na studiach, zmęczony samotnością chłopak chętnie zaznałby ciepełka związku z temperamentną dziewczyną, ale brakuje mu odwagi, by otwarcie przeciwstawić się narzeczonemu Lotte. Działając porywczo, często pod wpływem strachu zapędza się w sytuację bez wyjścia...

Nie zdradzając szczegółów fabuły, można porównać "Klatkę" z dwoma dziełami Romana Polańskiego: "Wstrętem" i "Lokatorem" – oba przypomina pod względem ekko surrealistycznego tonu. Przywodzi na myśl także udany norweski thriller sprzed kilku lat "Drzwi obok", również rozgrywający się w klaustrofobicznej scenerii klatek schodowych i korytarzy.

Natomiast makabryczny finał filmu jest zbyt przewidywalny, zaplanowany z nadmierną dbałością o symetrię przy jednoczesnym lekceważeniu dla ewidentnych dziur w scenariuszu. Po zakończonym seansie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na wszystkie: kto? kogo? i dlaczego? i niestety jest to wynik niedoskonałości narracji, a nie wielowątkowej tajemnicy zawartej w fabule.

KLATKA | Brazylia 2010 | Szwecja 2010 | reżyseria: Johan Lundborg, Johan Storm | dystrybucja: Spectator | czas: 80 min