Utalentowany syn Gerarda Depardieu nie był nigdy w Polsce gwiazdą. Co innego nad Sekwaną. Guillaume przez wiele lat był ulubionym enfant terrible francuskich mediów. Irytował, prowokował, miał nieustanne problemy z prawem, w nieznośny sposób obgadywał ojca – oraz był bezsprzecznie znakomitym aktorem.

Widać to nawet w pozycji tak nieudanej jak "Dzieciństwo Ikara". Rumuński reżyser, Alex Iordachecsu, postawił sobie ambitny cel zderzenia mrożącej krew w żyłach historii o konsekwencjach terapii genowych z ryzykownym przesłaniem mówiącym o wartości, jaką jest ludzkie ciało, nawet jeżeli jest to ciało w przykry sposób okaleczone. Bohaterem filmu jest Jonathan (Depardieu), ofiara wypadku. Młody mężczyzna trafia jako ochotnik pod szalone skrzydła genetyka, profesora Stivlasa Karra (Carlo Brandt). Terapia Jonathana pozostawia jednak sporo do życzenia. Pojawiają się nieprzewidziane "efekty specjalne"; wtedy do akcji wkracza córka pana profesora Alice – grana przez siostrę Vanessy Paradis, Alysson. Wszystko odbywa się w industrialnym, niepokojącym rytmie przebojów zespołu The Young Gods.

"Dzieciństwo Ikara" to film pretensjonalny. Analogie z mitem Dedala i Ikara brzmią fałszywie również dlatego, że zostały wkomponowane w machinę prostackich zestawień myślowych. Intelektualne zadęcie nie ma natomiast pokrycia ani w przeciętnym wykonaniu, ani w oczywistym przesłaniu. Jeżeli zatem debiutancki film Iordachecsu nie jest pełną kompromitacją, to wyłącznie dzięki roli Guillaume’a. Wychudzona twarz aktora, jego cherlawa sylwetka robią przejmujące wrażenie. Kilka miesięcy po zakończeniu zdjęć wyniszczony narkotykami organizm Guillaume’a odmówił współpracy. Ikar odleciał naprawdę.

DZIECIŃSTWO IKARA | Francja, Rumunia, Szwajcaria 2009 | reżyseria Alex Iordachecsu | dystrybucja Spectator