"Ostatni władca wiatru", czyli równia pochyła
M. Night Shyamalan, jeszcze niedawno jeden z najbardziej obiecujących twórców metafizycznych dreszczowców takich jak „Szósty zmysł”, po nieudanym „Zdarzeniu” postanowił zrobić kinową wersję animowanego telewizyjnego hitu. Wyszło fatalnie.
- Powstaje film o legendarnym Johnie Belushim
- Od środy festiwal filmowy w Wenecji. Niezwykły polski akcent
- Kolejny film o Jacksonie. Ujawni prawdę o idolu?
- Sean Connery już nigdy nie zagra w filmie
- "Avatar 2" będzie wspaniały
- Świat w roku 2024
- Horror, którego nie nakręcił M. Night Shyamalan
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jego film jest tak przeładowany atrakcjami, że aż nieczytelny i męczący. To, co broniło się w umownej konwencji kreskówki, przełożone na fabularny film obnażyło całą swoją miałkość i pustkę.
Po stu latach w letargu przebudza się Avatar (nie ten „Avatar”) – to chłopiec, który odpowiada za równowagę między żywiołami. Jego nieobecność spowodowała, że żądny władzy Lud Ognia rozpanoszył się na całym świecie. Misji, jaką będzie miał teraz wykonać, można się w mig domyślić.Wykreowany w całości w komputerze „Ostatni władca wiatru” to epickie fantasy, które próbuje być także uniwersalna przypowieścią. Tyle że na ambicjach się kończy. Wizualnie nie dorównuje ono powstającym teraz dziełom techniki. Jeśli idzie zaś o samą treść, to niestety nie jest ona ani oryginalna, ani mądra.
Magdalena Michalska















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!