Chyba nie będzie zbytnią przesadą powiedzieć, że o Suicide Squad – czyli, jak chce wydawca komiksu, Oddziale Samobójców, albo, słowami dystrybutora filmu, Legionie – jeszcze niedawno mało kto słyszał poza oddaną grupą fanów. Drużyna złożona z samych zakapiorów, choć debiutowała już w 1959 roku, do dziś nie doczekała się wymiernej sławy. Pierwsze inkarnacje Oddziału nie przypominały jednak tej dzisiejszej, z którą jest on utożsamiany. Pod dowództwem niejakiego Ricka Flagga Jr. drużyna złożona z nieobdarzonych żadnymi nadnaturalnymi zdolnościami ludzi mierzyła się z zagrożeniami znacznie ich przerastającymi. I zniknęła ze świata DC tak prędko, jak się w nim pojawiła.

Dopiero pod koniec lat 80. powołano do życia kolejny Oddział, tym razem bazując na pomyśle bliźniaczym do filmowej "Parszywej dwunastki". Przestępcom obiecano skrócenie wyroków w zamian za zgodę na udział w samobójczych tajnych misjach odbywających się pod auspicjami amerykańskiego rządu. Punktem wyjścia serii było złożenie tytułowej ekipy z postaci mało znanych, co okazało się strzałem w dziesiątkę i świetnym chwytem dramaturgicznym, można było bowiem odstrzelić bez zbytnich konsekwencji kogo się chciało. Zabieg ten był dla czytelnika atrakcyjny, gdyż stawka okazywała się faktycznie wysoka, a ryzyko owych samobójczych misji realne. Z kolei ci, którzy przeżywali, zyskiwali należny im poklask wśród komiksiarzy, szczególnie że dokonano nieczęsto wtedy spotykanego zabiegu uczłowieczania czarnych charakterów, co idealnie wpisywało się w ledwie rozpoczętą przez scenarzystów takich jak Frank Miller czy Alan Moore erę dekonstrukcji komiksowych schematów. Serię jednak anulowano w 1992 roku – aż do powstania linii wydawniczej New 52, w ramach której odświeżono tytuły DC.

I właśnie skład z 2011 roku, na czele z Deadshotem, Harley Quinn i Kingiem Sharkiem, trafił do nas w opublikowanym przed paroma dniami tomie "Nadzorować i karać", który chronologicznie jest czwartym zbiorczym wydaniem historii z Oddziałem zebranych pod szyldem New 52. Ale zrozumienie fabuły nie nastręcza trudności, a decyzja wydawnicza została podyktowana zapewne chęcią przeskoczenia od razu do lepszych opowieści o Suicide Squad pióra Alesa Kota. Zresztą komiks ten udanie przedstawia czytelnikowi zbirów najpierw w momencie buntu, potem podczas rutynowej, co nie oznacza nudnej, akcji oraz u progu niewiadomego jeszcze zagrożenia.

Znamienne, że w przeciwieństwie do nieco głupkowatej serii z Harley Quinn, również wydawanej w Polsce, "Oddział samobójców" to komiks pisany na poważnie, niczym fabuła sensacyjna, a humor jest tutaj środkiem, a nie celem. Portrety psychologiczne są największym atutem komiksu i odmalowuje się je tutaj nie tylko za pośrednictwem gadających głów, ale także działań podczas misji. Interesująca jest także relacja pomiędzy członkami zespołu, bo o ile funkcjonowanie grup superbohaterskich opiera się na cementowaniu przyjaźni pomiędzy ich członkami, o tyle tutaj kluczem jest ciągłe wyrzucanie za okno kości niezgody, co wprowadza ciekawą dynamikę. Krótko mówiąc – w starciu z Thunderbolts, marvelowską grupą superłotrów, Suicide Squad wygrywa.

"Legion samobójców" wejdzie na ekrany kin już 5 sierpnia. W głównych rolach pojawią się Will Smith (Deadshot), Margot Robbie (Harley Quinn), Jai Courtney (Captain Boomerang), Cara Delevingne (Enchantress), Joel Kinnaman (Rick Flag), Viola Davis (Amanda Waller), Raymond Olubowale (Killer Croc), Scott Eastwood i Jared Leto jako Joker.