W kwietniu tego roku na University of California odbyła się naukowa konferencja poświęcona twórczości hiszpańskiego reżysera. Podczas sesji "Mirrors of the Heart" odczyty o filmach, takich jak "Kobiety na skraju załamania nerwowego" czy "Wszystko o mojej matce", wygłaszali nie filmoznawcy, ale... psychoanalitycy. Jeden z prelegentów Peter Wolson powiedział w wywiadzie dla "Hollywood Reporter": "Jeśli prześledzicie filmografię Almodóvara, poznacie wszystkie ludzkie perwersje, którymi zajmuje się psychoanaliza". Akademik dodał także: "Almodóvar zabiera nas do świata, w którym pragnienie niezależności znosi wszelkie zahamowania".

Rzeczywiście Almodóvar zdobył rozgłos w latach 80. jako czołowa postać madryckiego undergroundu, papież anarchistycznej rewolucji wymierzonej w skostniałe pod frankistowską dyktaturą społeczeństwo. Jego filmy miały szokować burżuazyjną publikę, więc zaludniał je sadomasochistycznymi lesbijkami, gejami terrorystami, transseksualistami oraz nieletnimi prostytutkami. Jego wczesne dzieła, takie jak "Labirynt namiętności" czy "Matador", to apologie perwersji, podbudowane specyficznym, drwiącym poczuciem humoru. Seks, przemoc i śmiech pozostają do dziś głównymi składowymi twórczości reżysera.

Najnowszy obraz "Skóra, w której żyję" daje się łatwo wpisać w taki kontekst. W brawurowej fabule łączy thriller, romans i czarną komedię. I choć głównym bohaterem jest zagrany przez Antonio Banderasa rasowy burżuj: świetnie sytuowany lekarz obracający się w uprzywilejowanych warstwach społecznych, to jak to zwykle u Almodóvara okazuje się, że prawdy o ludziach są dość skomplikowane. Burżuj może być w głębi serca perwersyjnym brutalem, dopuszczającym się przekroczenia wszelkich norm. I nikt nie jest do końca kobietą ani do końca mężczyzną.

To prawdziwe credo twórcze hiszpańskiego reżysera. Zarówno jego wczesne buntownicze filmy, jak i późniejsze, z okresu, kiedy światowa krytyka nazwała Almodóvara odnowicielem melodramatu: "Drżące ciało", "Kwiat mego sekretu", "Wszystko o mojej matce", "Porozmawiaj z nią", "Złe wychowanie" czy "Volver", zawsze bawią się żeńsko-męskimi stereotypami, społecznie przypisanymi płciowymi atrybutami i rzekomą jednoznacznością orientacji seksualnej. Zakochany w pogrążonej w śpiączce balerinie bohater "Porozmawiaj z nią" okazuje się skrytym homoseksualistą, złamana żałobą matka odnajdzie nowy sens życia dzięki transwestycie i ciężarnej zakonnicy we "Wszystko o mojej matce", a w "Złym wychowaniu" nakręcająca intrygę prawdziwa femme fatale jest oczywiście mężczyzną.


Ucieczka przed "machismo" oraz przed demonami własnego dzieciństwa – emocjonalnie oschłym ojcem, wychowaniem w szkole prowadzonej przez salezjanów – jest często tematem jego filmów. W "Złym wychowaniu" wystawił negatywną cenzurkę księżom, zaś filmem "Volver" złożył hołd temu, co go ukształtowało – wiejskiej tradycji niezależnego od mężczyzn kobiecego świata.

Aktorka Cecilia Roth mówiła kiedyś o swym mistrzu: "Musicie zrozumieć, że Pedro pochodzi z małej wioski, w której jedyną ucieczką przed duszącym machismo ojca było uczestnictwo w kobiecych rytuałach". Sam Almodóvar już w 1981 roku deklarował: "Lepiej pisze mi się dla kobiet. Mężczyźni są tak dramatycznie nudni".

Tym ciekawszy wydaje się więc jego powrót – po 20 latach przerwy – do ulubionego aktora z wczesnego etapu twórczości: Banderasa. Jego kariera w Hollywood była zawsze dla hiszpańskiego reżysera zdradą. Jednak w końcu powierzył mu bodaj najciekawszą męską rolę w całej swojej filmografii. Bohater grany przez Banderasa jest tak niejednoznaczny i kontestujący moralne normy narzucane przez społeczność, że właściwie mógłby być kobietą. Film w perwersyjny sposób przekonuje nas o tym jego ukrytym pragnieniu.