"Szklane usta" są naturalną konsekwencją instalacji "Krew poety" wystawionej w ubiegłym roku w nowojorskim Museum Of Modern Art w ramach przeglądu twórczości Lecha Majewskiego. Ten rodowód widać aż nadto wyraźnie. Pytanie tylko, do jakiego stopnia to w ogóle jest kino? Projekcja "Krwi poety" odbywała się na ośmiu ścianach i 24 monitorach równocześnie.

W tej inscenizacji widz mógł się dowolnie poruszać między wyświetlanymi równocześnie obrazami, tworzyć nieskończoną liczbę opowieści i odczytywać je na swój sposób. Język kina jest jednak zupełnie różny od wideoartu, więc w formie filmowej obraz Majewskiego czyta się inaczej. Są tu obrazy piękne: płacz dziecka unoszący się nad górami jest piękny zwyczajnie, a nie dlatego, że coś znaczy. To samo dziecko rodzące się na granitowej skale to już piękno perwersyjne, a całość z pępowiną łączącą noworodka z ziemią to z kolei piękny symbol. W ten sposób konstruowana jest tutaj niemal każda scena. I wizualnie ten film potrafi zachwycić.

W kadrach nietrudno rozszyfrować odwołania do arcydzieł malarstwa. Tropy wiodą do Bacona, van Eycka, mamy nawet dosłowną inscenizację "Zdjęcia z krzyża" Rogera van der Weydena. Nie ma dialogów, filmowej linearności. W tym wideoartowym przedstawieniu brak konkretu. A za to kino Majewskiego lubiłem dotąd najbardziej. Za zderzenie tego, co symboliczne, z tym, co dosadnie biologiczne.


"Szklane usta"
Polska 2006; Reżyseria: Lech Majewski; Obsada: Patryk Czajka, Joanna Litwin, Grzegorz Przybył; Dystrybucja: Vivarto/Silesia Film; Czas: 115 min

Od 13 kwietnia w kinach