"Księga ocalenia" - szmira najgorszego sortu
Najnowszy film z Denzelem Washingtonem w roli głównej to mówiąc wprost postapokaliptyczna szmira najgorszego sortu: łącząca bezsensowną przemoc z pseudomistycznym bełkotem. "Księga ocalenia" od 29 stycznia w polskich kinach.
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Księga ocalenia"
(AKA "The Book of Eli")
USA 2010; reżyseria: Albert Hughes, Allen Hughes; obsada: Denzel Washington, Mila Kunis, Gary Oldman; dystrybucja: Monolith; czas: 118 min; Premiera: 29 stycznia; Ocena 2/6
Spalona słońcem (oraz nuklearnym wybuchem) Ziemia, gdzie woda stała się towarem na wagę złota. Pokryte szarym pyłem puste drogi z wrakami samochodów i szkieletami kierowców, których
Apokalipsa dopadła na środku autostrady. Ludzkość zepchnięta znów do stadium pierwotnej hordy, która rządzi się wilczymi prawami i walczy o przetrwanie za wszelką cenę. W tym wszystkim On
– samotny Wędrowiec, podążający wytyczoną Ścieżką, wiedziony wewnętrznym (?) Głosem, realizujący swoje Przeznaczenie. Przy okazji obcinający rączki i nóżki oraz fachowo
wypruwający flaki z prymitywnych głupków, którzy stanęli mu na drodze. Przepraszam: Drodze.
„Księga ocalenia” zmierziła mnie do granic wytrzymałości. Jeśli chodzi o futurystyczne kopsaniny, to już widziałam „Mad Maksa”, nawet kilka razy, i wystarczy. Inne wizje końca ludzkiej cywilizacji, z wyczerpującym temat „O-bi, o-ba” Piotra Szulkina na czele, też nasyciły moją wewnętrzną potrzebę gorzkich diagnoz. Film z Denzelem Washingtonem nie wnosi tu nic nowego, nie oferuje nic poza kilkoma brutalnymi do granic obrzydliwości scenami walki. Na poziomie idei jest zaś niewiarygodnie prymitywny.



























































~ullikummi2011-05-14 18:55
Jeszcze nie czytałem tak bezsensownej recenzji. Zdaje się, że pisała ją osoba niewidoma (nomen omen) i to zarówno dosłownie (znakomite zdjęcia) jak i w przenośni (co za brak znajomości tematu, jeżeli ktoś na płaszczyźnie ideowej porównuje recenzowany film do Mad Maxa czy Obi-oba). Jest jedna rzecz, który najprawdopodobniej zaważyła na opinii Pani Katarzyny Nowakowskiej - to właśnie kwestia Księgi. O ile książki s-f powstałe w duchu ewangelikalnym są dla mnie mało strawne, o tyle w tym filmie dzięki ewangelikalnemu pazurowi nurt ten broni się znakomicie i powoduje, że Księga ocalenia jest po prostu odmienne od całej masy nijakich postapokaliptycznych szmir. I bezwględnie warta zobaczenia; chociażby po to, aby zobaczyć jakie znakomite efekty wizualne może dać zabawa z filtrami na obiektywie.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!