Jeśli ryzykować, to tylko z Tarantino
Alternatywna historia II wojny światowej w "Bękartach wojny" pełna jest tarantinowskiej przemocy i humoru. Pod powierzchnią popowej marmolady opowiada jednak tragiczną historię. Współpracownik Quentina Tarantino, producent Lawrence Bender, zdradza, co było najtrudniejsze w tym projekcie i dlaczego bezgranicznie ufa Tarantino.
- Tarantino chce nakręcić western
- Aktor Tarantino obraża Polaków! Posłuchaj
- 20 ulubionych filmów Quentina Tarantino
- Świetne "Bękarty wojny" wkraczają do Polski
- Waltz: Byłem narzędziem w rękach Tarantino
- Tarantino: Mam zboczenie scenarzysty
- Tylko u nas! 5 bękartów Tarantino ma głos
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Od ponad 20 lat pracuje pan jako producent. Od dawna też jest pan zaangażowany w politykę jako aktywny działacz społeczności żydowskiej. Ale dopiero Quentin Tarantino przekonał pana do
udziału w produkcji filmu poruszającego najtragiczniejszą część historii Żydów?
Lawrence Bender: Oczywiście myślałem wcześniej o tego typu filmie. Jednak wszystkie dobre scenariusze poruszające temat Holokaustu omijały moje biurko, do czasu „Bękartów
wojny”. Mogę powiedzieć, że czekałem na taki scenariusz od lat. To pierwszy obraz, nie licząc „Niewygodnej prawdy” – zapisu jednego z wykładów Ala
Gore’a, w który tak bardzo zaangażowałem się emocjonalnie. Do tej pory zależało mi przede wszystkim na atrakcyjności mojej produkcji. W przypadku „Bękartów
wojny” jest inaczej, one łączą wszystkie największe pasje mojego życia: film, politykę i dumę z bycia Żydem.
Kiedy po raz pierwszy zetknął się pan ze scenariuszem Tarantino?
Quentin pracował nad „Bękartami wojny” ponad 10 lat. Od początku opowiadał mi o tym projekcie. Zbierał materiały, czytał biografie uczestników tamtych wydarzeń, oglądał filmy z okresu II wojny światowej. Co pewien czas pokazywał mi kilka stron tekstu. Wreszcie podczas swoich zeszłorocznych urodzin w Las Vegas zdradził, że ma gotowy scenariusz. Kilka dni
później dostałem tekst i od razu przeczytałem go dwa razy z rzędu. Już pierwsza scena wcisnęła mnie w fotel, uważam ją za jedno z najlepszych otwarć filmowych w historii kina. Zadzwoniłem
do Quentina i powiedziałem: dziękuję ci jako fan, producent i jako Żyd. To jak spełnienie zakazanego snu Żydów. Odpowiedział krótko: Wow!










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!