Dziennik Gazeta Prawana logo

"Zimna wojna" - tak polskiego i tak uniwersalnego zarazem filmu w naszym kinie dawno nie było [RECENZJA]

25 maja 2018, 18:05
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Tomasz Kot i Joanna Kulig w filmie "Zimna wojna"
Tomasz Kot i Joanna Kulig w filmie "Zimna wojna"/Kino Świat
Tak wielopłaszczyznowego dzieła w polskim kinie nie było dawno. Filmu tak na wskroś polskiego, a zarazem uniwersalnego, zrozumiałego pod każdą szerokością geograficzną – również nie. Paweł Pawlikowski, nie walcząc z nikim, opowiadając historię, rozbraja wrogów. I pokazuje, że miejsce wśród największych w rodzimej kinematografii należy mu się nie tylko dlatego, że "Ida" dostała Oscara.

Kiedy Wiktor (Tomasz Kot) w paryskiej kafejce jako ostatni gość wypija kolejkę, przyjąć musi odmowę kelnerki, u której zamawia następną. „” – mówi do niego tonem rozumiejącym ból, a jednocześnie pozbywającym się gościa, który już męczy, siedzi zdecydowanie za długo i wypił chyba zbyt wiele. Kelnerka myli się, bo w drzwiach pojawia się Zula (Joanna Kulig). Zapachniało „”, ale tu niewypowiedziane i pamiętne zdanie „z wszystkich barów we wszystkich miastach na całym świecie ona musiała wejść do mojego” brzmiałoby z większą radością niż w oryginale. Nawiązań klasycznych odnajdujemy zdecydowanie więcej – zarówno współczesnych, bo rzeczywiście jazz w delikatny sposób przywołuje klimat filmu „”. Ale dużo tu kadrów i całych sekwencji, które kojarzyć się będą i z „, i „, i z dziesiątkami, przywoływanych indywidualnie, dzieł.

Pawlikowski, tworząc najbardziej osobisty film w swej karierze, nie boi się grać na najbardziej delikatnych odczuciach i skojarzeniach, przywoływać zapomniane, czy nawet wyparte emocje. Tomasz Raczek zwykł mawiać, że jest wiele prawdy w zdaniu często wypowiadanym po wyjściu z kina przez ludzi, którzy brali udział w tym samym seansie: „”. Wielowarstwowość w konstrukcji obrazu sprawia, że tu kwestia ta może być powtarzana nader często.

W ubiegłym roku filmem najbardziej wykluczonym z publicznej debaty (w tym najbardziej niesprawiedliwie!) i pominiętym podczas oscarowego rozdania była „”. Wielu ciężko bowiem dyskutować o historii złożonej, o związku, który im bardziej jest destrukcyjny i toksyczny, tym bardziej zakochanych do siebie przyciąga. Zula i Wiktor u Pawlikowskiego wpisują się w ciąg skojarzeń naznaczony niezapomnianymi scenami z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman ze wspomnianej „”, a kończący się na równie niezapomnianych spojrzeniach i dialogach Daniela Day-Lewisa i Vicky Krieps z wielkiej „”. Reżyser i autor scenariusza zarazem opowiada o miłości do bólu prawdziwej, ale pełnej zderzeń i wykolejeń, szukającej całkowitego zrozumienia.

W jednej ze scen Zula, mijając męża trzymającego dziecko, podchodzi do Wiktora i mówi: „Kocham cię nad życie, ale muszę się wyrzygać”. Dopełnia tym samym groteskowości sceny koncertu na klasycznej peerelowskiej imprezie gdzieś w oddalonej od cywilizacji pipidówie. Wcześniej widzimy, jak bohaterowie poszukują iluzji szczęścia w innych związkach, oszukują się, że bez siebie żyć mogą, sprawiają sobie ból, testując, jak daleko jeszcze są w stanie się posunąć. Ale dojście do momentu, który obserwujemy w ostatniej scenie, bez takich przeżyć byłoby niemożliwe. 

Zula i Wiktor zakochują się w sobie dużo wcześniej, podczas przesłuchań do zespołu ludowego, który ma chwalić PRL, komunizm i wielkiego wodza – Józefa Stalina. Wiktorowi towarzyszy Irena (świetna, choć jakby grająca tu za mało Agata Kulesza), która talentu wokalnego Zuli nie jest pewna, ale – jak to w duetach dokonujących selekcji – ktoś kogoś przekonać do czegoś musi. Tu pojawia się też inny bohater opowieści – typowa partyjna gnida i karierowicz Lech Kaczmarek (czyli grający rolę życia Borys Szyc).

10985577-tomasz-kot-oraz-borys-szyc-na-planie.jpg
Tomasz Kot oraz Borys Szyc na planie "Zimnej wojny"

” dzięki zespołowi ludowemu, emigracyjnym tułaczkom, ale i klimatowi zdjęć jest filmem na wskroś polskim. Pawlikowski kłania się kulturze ludowej, na chwilę powracając nawet do roli dokumentalisty. Pokazuje rozdarcie losów wywołanych przez dylematy, jakie stały przed wieloma ludźmi w czasach stalinowskiej degrengolady. Bez uprawiania moralitetów, bez przesadnej oceny powraca do nich mocniej, ekspresyjniej i przede wszystkim inaczej, niż było to pokazane nawet w „Człowieku z marmuru”. Nie machając sztandarem, dotyka naszych największych bolączek, z których wiele do dziś jest obecnych. Pokazując je jednak na tle najważniejszej rzeczy w życiu – miłości. W delikatny sposób sugeruje, że wszystkie pozbawione jej dyskusje są najzwyczajniej w świecie małostkowe i, być może, niepotrzebne. Ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że tworząc film tak bardzo polski, w (raczej) niezamierzony sposób zamyka usta wszystkim swym przeciwnikom.

10985608-.jpg
Joanna Kulig w filmie "Zimna wojna"

W piękny sposób cały film splata muzyka: „” powtarzane w różnych okolicznościach, ale i zarówno łemkowskie przyśpiewki, jak i rasowy jazz z zadymionych paryskich wnętrz. Muzyka odmierza też czas, dotyka kolejnego ważnego aspektu filmu, czyli przemijania. Od otwierających film ludowych przyśpiewek, po wkraczający na salony rock’n’roll, pozwala na subtelne dotykanie przemijalności. Muzyka dodaje też filmowi rytmu, pozwala na wytłumienie najbardziej gorących nastrojów, na natychmiastową refleksję i dystans.
O jakikolwiek dystans jest ciężko, kiedy myśli się o świetnych kreacjach aktorskich Joanny Kulig oraz Tomasza Kota. Wszystkie fazy trawionego wzajemnymi żalami i pretensjami związku zostały przedstawione bez najmniejszego zarzutu. Na pierwszy plan w ocenie wybija się bardziej ekspresyjna, wybuchowa, namiętna, kochająca i pragnąca brać z życia garściami Zula, czyli Joanna Kulig. Pozornie w jej tle przyćmiony niemalże pozostaje Tomasz Kot, który przez cały czas trwania filmu doskonale wciela się w postać zagubionego, pragnącego, rozdartego między dumą a miłością artysty.

Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio w języku polskim oglądać mogłem dzieło tak kompletne, tak uniwersalne, tak klasyczne, tak w swym przekazie zrozumiałe i dostępne dla każdego. Nie dziwią mnie zachwyty z Cannes wyrażane zarówno recenzjami, jak i owacjami, uściskami i wzruszeniami, a wreszcie nagrodą. Przed „” droga, która powinna być usłana laurami w sposób jeszcze bardziej bogaty niż „Ida”. Ale jeśli nawet nie będzie...

Pawlikowski swój film dedykował rodzicom – Wiktorowi i Zuli. Gdy reżyser miał 14 lat, wyjechał do Wielkiej Brytanii z matką, potem mieszkał jeszcze w kilku innych krajach.

"Zimna wojna"; reżyseria: Paweł Pawlikowski; Polska 2018; W kinach od 8 czerwca

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj