Dziennik Gazeta Prawana logo

"Lego Ninjago Film": nie wszystko złoto, co z klocków Lego [RECENZJA]

22 września 2017, 09:38
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kadr z obrazu "Lego Ninjago: Film"
Kadr z obrazu "Lego Ninjago: Film"/Warner Bros
Lego idzie za ciosem. Po fantastycznej "Przygodzie", bardzo udanej klockowej wersji "Batmana", na ekrany wchodzi "Lego Ninjago Film". Niestety, znacznie słabszy od poprzedników.

Zadyszka prędzej czy później musiała się zdarzyć. Nie da się cały czas utrzymać równego tempa, zwłaszcza gdy strzela się pomysłami w takim tempie, jak twórcy poprzednich filmów z Lego w tytule. W "" na ich korzyść działał zaskakujący efekt świeżości, w "Batmanie" - blisko osiemdziesięcioletnia tradycja komiksowego bohatera, z której można zarówno wdzięcznie kpić, jak i czerpać inspirację. "" to już wyłącznie produkt marketingowy, linia klocków – zdaje się bardzo popularna – promowana już wcześniej serialem telewizyjnym. Szóstce bohaterów, młodocianych wojowników, została dopisana cała historia, misja, ideologia. Dostali swoich wrogów i przyjaciół. Z tego wszystkiego scenariusz "" oczywiście chętnie korzysta. Lecz po raz pierwszy w przypadku pełnometrażowych filmów "Lego" miałem wrażenie obcowania z nadmiernie rozciągniętą reklamą popularnych klocków. W przypadku poprzednich filmów udawało się tego uniknąć.

10346918-kadr-z-lego-ninjago-film.jpg
Kadr z "Lego Ninjago: Film". Polska premiera 22 września 2017 roku

Do przygodowej fabuły został tu dopisany wątek familijny – młodzi wojownicy z miasta Ninjago walczą z tyranem Lordem Garmadonem, który jest, tak się składa, ojcem jednego z nich. Zielony Ninja, w cywilu Lloyd Garmadon – zły za to, że tata zostawił przed laty rodzinę – chce go zniszczyć, lecz nieumyślnie doprowadza do niemal całkowitej zagłady miasta, jej narzędziem czyniąc uroczego kotka. Dachowca dzielni ninja mogą powstrzymać jedynie współpracując ze złym Garmadonem, co fabule otwiera drogę zarówno do kolejnych bijatyk, jak i pokrzepiającego morału.

"" bywa chwilami bardzo błyskotliwy, gdy zgrabnie parodiuje schematy – czasami nawet konkretne sceny – młodzieżowych hitów w rodzaju "a" czy musicalu "Annie". Gdy odwołuje się do bogatej tradycji azjatyckiego kina sztuk walki, nawet jeśli zatrudnianie do małej roli (a także oryginalnego dubbingu) Jackiego Chana wydaje się chwytem zbyt banalnym. Gdy wplata do fabuły drobne popkulturowe aluzje i smaczki.

Ale jednocześnie "Ninjago" brakuje wizualnej świeżości, brawury dialogów, szalonego poczucia humoru. Scenariusz opiera się co prawda na sprawdzonych w poprzednich filmach pomysłach, ale nuży ich przewidywalnością, a na dodatek powiela gatunkowe schematy, z których początkowo stara się kpić. Być może twórcy chcą zbyt wiele: w końcu seria "Lego" to nie tylko produkcje kinowe, lecz także liczne filmy produkowane bezpośrednio dla telewizji oraz na rynek VOD i DVD, seriale, krótkometrażówki, gry wideo. Potencjał wyczerpuje się zbyt szybko.

To wszystko, rzecz jasna, zarzuty, które docelowa publiczność mieć będzie w nosie – dzieciaki spędzające czas na zabawie niezliczonymi zestawami Ninjago pewnie będą barwnym i dynamicznym widowiskiem zachwycone. Rodzice będą w tym czasie raczej wracać myślami do lat, gdy sami z zapałem składali zestawy z serii City.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj