Dziennik Gazeta Prawana logo

"Saint Laurent": Twórca i niszczyciel

12 grudnia 2014, 09:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Saint Laurent
Saint Laurent/Kino Świat
Twórca i niszczyciel – takim mianem określano znakomitego hiszpańskiego malarza Pabla Picassa. W podobnym tonie mówić można także o francuskiej ikonie mody, jaką bez wątpienia był Yves Saint Laurent.

Konflikt w filmie Bertranda Bonella oparty jest właśnie na tej opozycji. Człowieka, który w akcie tworzenia jest drugi po Bogu, by po chwili całkowicie zatracić się w ludzkich słabościach. Obrazując kolejne epizody z życia projektanta, reżyser porusza się ruchem konika szachowego. Otwiera jedną szufladę, by za chwilę przeskoczyć do innej. Efektem tego jest spory chaos, który oczywiście może obrazować skomplikowaną naturę bohatera, ale w tym przypadku dalece bardziej nie pozwala widzowi zapałać do niego sympatią. Bo oglądając blisko dwuipółgodzinną, w gruncie rzeczy dość konwencjonalne zrealizowaną biografię, co najmniej kilka razy łapiemy się na tym, że los protagonisty jest nam raczej obojętny.

Może zadziałało prawo serii i Bonello do pewnego stopnia odpowiada za grzechy poprzednika? Kilka miesięcy temu na ekrany polskich kin wszedł bowiem film "Yves Saint Laurent" w reżyserii Jalila Lesperta. Obraz, który de facto skupia się na podobnym etapie życia projektanta określanego mianem spadkobiercy Christiana Diora. Lespert tworzy obraz miałki, prześlizguje się jedynie po powierzchni. Bonello wnika głębiej, jest bardziej dociekliwy i z tej konfrontacji bez wątpienia wychodzi zwycięsko. Marne to jednak pocieszenie, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że obaj reżyserzy nie do końca poradzili sobie z filmowaną materią. Dziwić to może zwłaszcza w przypadku tego drugiego, który na swoim koncie ma przecież tak wysmakowaną produkcję jak "Apollonide. Zza okien domu publicznego".

Oczywiście nie oznacza to, że "Saint Laurent" nie jest wart uwagi. Nic podobnego. Wydaje się jednak, że to film do pewnego stopnia hermetyczny, w pierwszej kolejności adresowany do widzów, których zainteresowania mniej lub bardziej krążą wokół tematyki modowej. A przecież siłą napędową kina biograficznego, co udowadniają produkcje zza oceanu, powinien być pewien uniwersalizm. Umiejętność zaciekawienia postronnego widza, niemającego na dany temat większej wiedzy, to właśnie rodzaj papierka lakmusowego dla tego typu produkcji. Tym razem nie do końca się udało. Pytanie tylko, na ile to wina Bonella, a na ile tego, że może dwoić się w oczach? Bo nie od dziś wiadomo, że co za dużo, to niezdrowo.

SAINT LAURENT | Francja, Belgia 2014 | reżyseria: Bertrand Bonello | dystrybucja: Kino Świat | czas: 150 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj