Dziennik Gazeta Prawana logo

"Miasto 44": Warszawa niczym dantejskie piekło, Powstanie jak gra komputerowa

5 sierpnia 2014, 11:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Miasto 44
Miasto 44/"Miasto44", prod. Akson Studio, fot. Ola Grochowska
Najnowsze dzieło Jana Komasy reklamowane jest przez producentów jako pierwszy od czasów "Kanału" film fabularny o Powstaniu Warszawskim. "Miasto 44" z pewnością nie wywoła tak zażartych sporów, jak klasyk Andrzeja Wajdy w latach 50., jednak wzbudzić może pewne kontrowersje. Nie tyle z powodu historycznych refleksji na temat narodowego zrywu (bo takowych reżyser nie podejmuje), ile przez konwencję, która bezpardonowo łączy wojenny naturalizm z chwytami kina hollywoodzkiego.

Aby przybliżyć współczesnemu widzowi uczestników wydarzeń z 1944 roku, Komasa eksponuje ich młodość, witalność i erotyzm. Główny bohater filmu, Stefan (Józef Pawłowski), to zwyczajny, pełen energii chłopak, który do AK dostaje się w dużej mierze przez przypadek. Do Powstania ciągną Stefana nie tylko odziedziczone po ojcu-majorze pobudki patriotyczne, lecz także chęć przebywania z przyjaciółmi i miłość do "Biedronki" (Zofia Wichłacz – najlepsza rola w filmie). To, co początkowo wygląda jak młodzieńcza przygoda, wkrótce przekształca się w apokaliptyczny koszmar. Na tle rujnowanej, obracanej w zgliszcza Warszawy, rozgrywa się (melo)dramat Stefana i "Biedronki", którzy muszą dokonać klasycznego wyboru pomiędzy płomiennym uczuciem a powinnością wobec ojczyzny.

Najmocniejszą stroną "Miasta 44" jest znakomite pod względem technicznym wykonanie. Przypominająca dantejskie piekło Warszawa jeszcze nigdy chyba nie była przedstawiona na ekranie w tak spektakularny sposób. Twórcy wykorzystują cały katalog narracyjnych sztuczek, by wykreować stan wojennego zawirowania, przerażającego chaosu i totalnej destrukcji. Ulice Warszawy spływają w "Mieście 44" krwią, a niektóre sceny dorównują pod względem brutalności kinu gore. Podczas najbardziej wstrząsającej sceny pojawia się "deszcz" krwi: wskutek wybuchu niemieckiego pojazdu-pułapki wnętrzności ofiar zostają rozrzucone po okolicy i opadają na ludzi, którym udało się przeżyć. Reżysera interesują nie tyle wewnętrzne rozterki powstańców, ile ich nagłe reakcje, impulsywne działania, dramatyczne decyzje podejmowane pod wpływem chwili.

Rozpatrywanie dzieła Komasy wyłącznie w kategoriach realizmu jest jednak nieporozumieniem, ponieważ "Miasto" zanurzone jest tyleż w rzeczywistości, co w świecie konwencji filmowych. Reżyser z pewnością starannie obejrzał dzieła Wajdy, ale ostatecznie zdradził mistrza, wdając się w romans z hollywoodzkim kinem popularnym. Jest tu pierwszorzędne kino wojenne, jest horror, romans, a nawet teledysk. Komasa próbuje zaktualizować mit Powstania Warszawskiego, przedstawiając polską historię i kulturę na modłę amerykańską.

Całą recenzję Roberta Birkholca czytaj w portalu Stopklatka.pl>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Stopklatka
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj