Nie ma się co oszukiwać. Tu nie chodzi ani o scenariusz, ani o spojlery, chyba że mowa o spojlerach doczepionych do samochodów migających przed oczyma widzów. Fabuła? Interesująca będzie tylko dla tych, którzy lubują się w przewidywaniu kto, z kim, kiedy i który wypadek będzie fatalny w skutkach.

Reklama

Można utyskiwać na ograną i schematyczną historię, jednak ta adaptacja kultowej gry komputerowej ani przez chwilę nie próbuje udawać, że scenariusz pełni tu jakąkolwiek funkcję – poza stworzeniem bohaterów, których można posadzić za kółkiem. Sam oryginał nie należy do gier fabularnych, których rozwinięcie akcji śledzi się z równą przyjemnością na YouTube, co podczas samodzielnego przechodzenia kolejnych poziomów. Jak zauważył Michael Keaton w roli nadpobudliwego komentatora – akcja filmu to "wyścig do wyścigu".

Historia Tobey Marshalla (Aaron Paul, znany z roli w "Breaking Bad"), dla którego wygrana w nielegalnym rajdzie ulicznym staje się równoznaczna z zemstą na byłym wspólniku, jest tu tylko pretekstem do skasowania kilku najdroższych samochodów świata. Miłośnicy motoryzacji mogą jednak spać spokojnie – żadne Bugatti, Lamborghini czy Koenigsegg nie ucierpiały podczas kręcenia filmu. Na potrzeby ekranizacji zbudowano idealne repliki, które zachwycają zarówno gdy mkną po ulicach, jak wtedy gdy – koziołkując w płomieniach – spadają do rzeki.

Szaleńcze pościgi i samobójcze triki robią tym większe wrażenie, że reżyser Scott Waugh zdecydował się zrezygnować z efektów komputerowych – wszystkie sceny zostały nakręcone z użyciem realnych aut oraz kierowców z krwi i kości.

Całą recenzję Ewy Wildner czytaj w portalu Stopklatka.pl>>>

Reklama