Dziennik Gazeta Prawana logo

"72 godziny": Niezły bajzel. Kto to teraz posprząta?

21 lutego 2014, 08:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
72 godziny
72 godziny/Kino Świat
W "72 godzinach" irytuje nie tyle nieudolność samego filmu, ile upajanie się nią reżysera. Efekt przypomina wydane z pompą, ale mało gustowne przyjęcie, na którym nie bawi się dobrze nikt poza organizatorem.

McG, który pokazał już, co potrafi, w takich filmach, jak dylogia "Aniołki Charliego" czy "Terminator: Ocalenie", mógłby funkcjonować jako kinowy oryginał. Jego filmy obdarzone są bowiem tak hermetycznym poczuciem humoru, że nie bawią ani amatorów żenady, ani koneserów kina b-klasowego. Trudno nawet powiedzieć, czy twórca za target obiera pierwszych, czy drugich, kiedy przyjrzeć się pozostałym składnikom jego filmu: absurdalnej fabule, uwierającym ucho dialogom czy bezsensownym "stoperom" akcji. To wszystko zebrane do kupy daje efekt tak odstający od kinowych standardów, że widz ma zagwozdkę, czy to, co ogląda, to jeszcze zawadiacka hucpa, czy już wyłącznie chałturzenie średnio wprawionego w fach rzemieślnika.

Opowiadając historię śmiertelnie chorego Ethana (wciąż przystojny Kevin Costner), agenta Secret Service, który decyduje się przyjąć ostatnie zlecenie w zamian za dostęp do leku nowej generacji, twórca miesza wszystkie możliwe style i gatunki. Jest tu więc i dramat rodzinny (Ethan po kilku latach wraca na łono rodziny), i sensacja, i komedia. McG w każdym z nich ma coś do powiedzenia, ale też w każdym z nich coś knoci.

Jeśli już zdarza mu się dobry pomysł, jak opóźnianie tortur jednego z bandziorów z powodu problemów głównego bohatera z córką, to gra nim w nieskończoność z taką samą werwą i radością, jakby za każdym razem wynajdował żarówkę. Ta reżyserska nieskromność jest tu zresztą najbardziej rażąca. O ile widzom zdarza się czerpać perwersyjną radość z oglądania koszmarnego filmu, o tyle w tym wypadku takie uczucie towarzyszyło raczej samemu twórcy w trakcie kręcenia "72 godzin". Niestety nijak nie przekłada się ono na odbiorców.

Jest to o tyle zaskakujące, że w obraz pieniądze zainwestowali producenci "Szybkich i wściekłych 6" czy "Uprowadzonej" – przykładnych filmów komercyjnych, które logiką ani oryginalnością nie grzeszyły, za to miały rozrywkowy potencjał przekuty na satysfakcję widzów. W wypadku "72 godzin" panowie, mając scenariusz samego Luca Bessona (który wykorzystał tu chyba wszelkie możliwe ścinki ze scenariusza do "Porachunków"), dali najwyraźniej wolną rękę reżyserowi. Ten niczym zostawione bez nadzoru dziecko bawił się w najlepsze w pracowni rodziców, zostawiając po sobie niezły burdel. Szkoda tylko, że nikt nie posprzątał.

72 GODZINY | USA 2014 | reżyseria: McG | dystrybucja: Kino Świat | czas: 113 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj