"World War Z" – Brad Pitt przegrywa z zombie

| Aktualizacja:

Wielbicieli kina grozy muszę lojalnie uprzedzić: "World War Z" nie jest horrorem. Właściwie trudno określić, czym jest.

wróć do artykułu
  • ~wwz
    (2013-07-08 16:04)
    przyjemnie się ogląda,
    szybko zlatują te 2 godziny
    fajne aluzje (Izrael, Korea Płn, USA)
  • ~m
    (2013-07-07 10:02)
    straszny gniot
  • ~bisenrell
    (2013-07-19 10:00)
    Jak dla mnie to byla masakra i to wcale nie z powodu nadmiernej aktywnosci zombie. Czytalam, ze film czekal kilka lat, zanim BP zgodzil sie w nim wystapic i nic dziwnego. Po pierwsze nikogo bardziej znaczacego w obsadzie nei bylo, co chyba oznacza, ze BP zgarnal cala kase, a reszt zgodzila sie z nim zagrac, bo to dla nich i tak duzy zaszczyt. A moze nawet sami doplacili cos do gazy BP, zeby tylko sie zgodzil zagrac. Inny scenariusz to przegrana w karty - zagral ze wzgledu an przegrana, albo przyjazn z kims z produkcji... zenada!
  • ~Sfrustrowany anonim
    (2013-07-16 13:35)
    "Z literackiego pierwowzoru twórcy wzięli tylko tytuł, a inteligentną powieść Maxa Brooksa zamienili w ciężkostrawną, wyjątkowo mało emocjonującą hybrydę kina akcji i dramatu familijnego."

    Co racja, to racja.
  • ~raf
    (2014-08-20 18:46)
    H.. sie znacie... jakiś pismak sie wyczyscił na film zaraz wszyscy mu przyklepują piątke...Błąd ze tytuł ten sam ale jak by był inny to wszyscy by sie doszukiwali nie wiadomo czego ... a tu kawa na ławe i porównują no bo co to nie oni przeczytali książke. Film jest super mozna oglądać z dzieciakami i nie tmaczyć co chwile dlaczego tyle keczupu sie leje no i zagrał BP to wystarczy by oglądać...Jak by zagrał w filmie na podstawie książki telefonicznej to tez by był super... tyle w temacie krytyki...