Dziennik Gazeta Prawana logo

"Prometeusz" – potknięcie wizjonera

20 lipca 2012, 09:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Prometeusz
Prometeusz/Media
"Prometeusz" miał być oryginalną opowieścią, ale sprawia wrażenie nieudolnego remake'u "Obcego".

Pozycja typowana na wakacyjny hit box office'u okazuje się rozczarowaniem. Nie klęską, jak chciałaby część recenzentów, ale z pewnością porażką, choć publiczność zapewne dopisze. Ridley Scott, jakby wbrew wcześniejszym zapewnieniom, jednak schlebia gustom widzów złaknionych kolejnej części "Obcego" i w dodatku robi to po linii najmniejszego oporu. Zaś w wywiadach dodaje, skądinąd protekcjonalnie, że wszelakie niedopowiedzenia i luki w warstwie fabularnej "Prometeusza" są zamierzone, gdyż prowadzą do sequela; a sequel do finałowej części trylogii, która będzie pomostem łączącym właśnie rodzącą się serię ze słynnym cyklem zapoczątkowanym przez Scotta w roku 1979.

Faza planowania trwała latami. Pracą konceptualną, prócz Scotta, zajmował się też James Cameron, lecz obaj zrezygnowali na wieść, iż Paul W.S. Anderson zrealizuje spin-off "Obcy kontra Predator" – jak się później okazało boleśnie nieudany. Sama postać oślizłego, kosmicznego drapieżnika z kwasem zamiast krwi uległa swoistej komercjalizacji i infantylizacji, a jej potencjał rozmieniono na drobne. Dlatego też Scott, powracając do zarzuconego projektu, chciał w "Prometeuszu" odejść od flagowej postaci serii i pójść w nieco innym kierunku, nadal pozostając jedną nogą w tym samym filmowym uniwersum. Kilkakrotnie przepisywany scenariusz sprawia jednak wrażenie przerobionego skryptu kolejnego sequela, a może remake'u "Obcego" – podobieństwa narzucają się same podczas seansu i trudno orzec, czy to jedynie ukłony dla wyrobionej publiki, czy brak wyobraźni. Jakkolwiek by było, fabuła nie wytrzymuje konkurencji ze stroną wizualną filmu. A ta, choć intrygująca, to pozbawiona jest drapieżnego wizjonerstwa, które charakteryzowało pierwszą odsłonę kosmicznej serii. "Prometeusz" ze swoim monumentalizmem i pompatycznością choruje na blockbusteryzm. Treść zaś rozdarta jest pomiędzy historię rodem z klasycznego science fiction traktującego o wyprawie badawczej na obcą planetę a mętne wywody filozoficzno-antopologiczne zapożyczone z prac Ericha von Dänikena z zakresu paleoastronautyki. Problematyka jest wyssana z palca, ideologiczne konflikty załogi mało interesują reżysera, wielowątkowy scenariusz gubi sens, a aktorzy nie mają pola do popisu.

Mamy rok 2089. Para archeologów, Elizabeth Shaw (duchowa kuzynka Ellen Ripley grana przez Noomi Rapace) i Charlie Holloway (Logan Marshall-Green), wpada na trop epokowego odkrycia – powtarzalność pewnych wzorców w malunkach naskalnych oddalonych od siebie w przestrzeni i czasie cywilizacji może wskazywać na to, że są one w rzeczywistości zaproszeniem, jaki otrzymaliśmy od gwiezdnej rasy, która, być może, zapoczątkowała życie na Ziemi. Mocno w taki obrót spraw wierzy Peter Weyland (ucharakteryzowany Guy Pearce), szef korporacji zdolnej sfinansować wyprawę Shaw i Hollowaya na odległy Księżyc. Ekipa naukowców wyrusza w trwający dwa lata lot pod okiem androida o imieniu David (znakomity Michael Fassbender). Oczywiście znajdująca się u kresu ich podróży konstrukcja kryje tajemnicę – wielbiciele "Obcego" wiedzą, czego się spodziewać; zagrożenie jest bowiem tylko pozornie odmienne. Załoga Prometeusza rozdarta pomiędzy obowiązkiem a zdrowym rozsądkiem, mimo ewidentnego niebezpieczeństwa, kontynuuje eksplorację kompleksu.

Ridley Scott nadal czuje się wyśmienicie w scenach zbliżających film do horroru, lecz zbyt mało tutaj dynamicznych sekwencji i klaustrofobicznego, paranoicznego lęku zdolnego ożywić ekran. Monotonne tempo narracji sprawia, że "Prometeusz" sprawia wrażenie dzieła topornego, powolnego i zwyczajnie... nudnego. Także i design scenografii nie może się równać z dawnymi dokonaniami H.R. Gigera, który, co prawda, pracował i przy tym filmie, ale jego udział był mocno ograniczony. Zwracają uwagę projekty kosmicznych monstrów zapożyczone chyba od Lovecrafta – w gruncie rzeczy nawet i sam pomysł wyjściowy można podciągnąć pod inspiracje dokonaniami amerykańskiego pisarza. Niestety, więcej zalet przywołać nie sposób.

PROMETEUSZ | USA 2012 | reżyseria: Ridley Scott | dystrybucja: Imperial-Cinepix | czas: 124 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj