Dziennik Gazeta Prawana logo

"Druga Ziemia" – wielka pomyłka z Sundance

18 listopada 2011, 12:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Druga Ziemia
Druga Ziemia/Media
Jak na nagrodzone w Sundance kino niezależne "Druga Ziemia" za bardzo przypomina hollywoodzkiego wyciskacza łez z kompletnie bzdurną intrygą.

Film Mike’a Cahilla wypłynął na fali nowego science fiction: obliczonego nie na efekty specjalne i kosmiczne rozróby, ale na głębokie pytania zawarte w scenariuszu. "Moon" Duncana Joesa, "Melancholia" Larsa von Triera, "Strefa X" Garetha Edwardsa sięgały po decorum gatunku SF, by drążyć kwestie człowieczeństwa. "Druga Ziemia", napisana przez Cahilla wraz z grającą główną rolę Brit Marling, z pozoru przynależy do tego samego nurtu, jednak jest niezbyt dobrym melodramatem, próbującym ukrywać swoją miałkość pod zasłonką ambitnego SF.

Marling wciela się w Rhodę, 17-latkę oblewającą z kolegami swój wielki sukces – właśnie została przyjęta na prestiżową uczelnię MIT, by studiować astrofizykę. Tej nocy dochodzi do dwóch brzemiennych w konsekwencje wydarzeń. Pijana Rhoda powoduje wypadek samochodowy, w którym giną żona i dziecko znanego kompozytora Johna Burroughsa (William Mapother). W tym samym czasie zostaje odkryte nowe ciało niebieskie – identyczna z naszą planeta, nazwana przez naukowców Drugą Ziemią. Jak się wkrótce okaże, to przebłysk równoległego wszechświata, zamieszkany przez sobowtóry nas samych.

2753338-druga-ziemia.jpg
Druga Ziemia

Marząca niegdyś o badaniu kosmosu Rhoda po odsiedzeniu czteroletniego wyroku wychodzi na wolność i podejmuje pracę jako sprzątaczka w szkole. Nie porzuciła jednak całkiem dawnych snów. Bierze udział w konkursie na lot na Drugą Ziemię zorganizowany przez multimilionera stylizowanego na właściciela Virgin Richarda Bransona. Wiedziona chęcią wyznania i odpokutowania win odwiedza też Johna, który pogrąża się w pijaństwie, depresji i cierpi na skutki urazu głowy. Nie wyznając mu, kim jest naprawdę, podejmuje pracę w charakterze pomocy domowej i doprowadza życie samotnego mężczyzny do porządku.

Finał łatwy do przewidzenia. Akcja niemrawa i grzęznąca w artystowskich dłużyznach. Centralne pytanie: "A może ci na Drugiej Ziemi są szczęśliwsi?" – banalne, naiwne i nieadekwatne. Całość zaś mocno trąci tandetnym kinem z cyklu "okruchy życia". SF bez efektów specjalnych i bez dobrego scenariusza to po prostu złe SF. A tu potrzebne jak kwiatek do kożucha.

DRUGA ZIEMIA | USA 2011 | reżyseria: Mike Cahill | dystrybucja: Imperial-Cinepix | czas: 85 min 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj