Podobno przed premierą pierwszej części "Piratów z Karaibów" nawet producenci – z Jerrym Bruckheimerem na czele – nie byli przekonani, że film odniesie sukces. Wielokrotnie próbowali zmienić odtwórcę głównej roli, twierdząc, że widownia nie kupi pirackiego wcielenia Johnny’ego Deppa. Pomylili się na szczęście – Depp jako Jack Sparrow zachwycił i publiczność, i krytyków. Gore Verbinski na stołku reżyserskim udowodnił, że błąd popełnili ci, którzy chcieli awanturniczo-pirackie kino odesłać do lamusa. "Klątwa Czarnej Perły" była sukcesem komercyjnym i kapitalną rozrywką. A kolejne dwie części serii niewiele jej ustępowały. I wydawało się, że "Na krańcu świata" zamknie cykl o morskich rzezimieszkach. Ale Bruckheimer nie zwykł trzymać w ukryciu kury znoszącej złote jajka. Tyle że "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach" to najlepsza droga, by tę kurę zarżnąć.

Reklama

Jack Sparrow tym razem przebywa w Londynie, gdzie podobno – choć on sam o tym nie wie – werbuje załogę, by wyruszyć na poszukiwanie legendarnego źródła wiecznej młodości. Gdy postanawia zbadać sprawę, okazuje się, że w jego imieniu zaciąg prowadzi piękna Angelica (Penelope Cruz), jego dawna ukochana, którą Jack oszukał i porzucił przed laty (albo to ona oszukała i porzuciła jego – wersja różni się w zależności od tego, która ze stron ją przedstawia). Problem w tym, że tylko Sparrow wie, gdzie to źródło się znajduje. A że Jack niespecjalnie pali się do nowej wyprawy, zostaje siłą wcielony do załogi Angeliki, czy też jak się szybko okaże, załogi jej ojca, jednego z najokrutniejszych piratów w historii Karaibów – Edwarda Teacha, zwanego Czarnobrodym (Ian McShane). Sytuacja komplikuje się tym bardziej, że na poszukiwanie źródła wyrusza też hiszpańska armada, a także Hector Barbossa (Geoffrey Rush) – wróg/przyjaciel (w zależności od sytuacji) Jacka Sparrowa, obecnie bukanier w służbie Jego Królewskiej Mości. Resztę łatwo sobie dopowiedzieć: "Piraci z Karaibów" to wybuchowa i energetyczna mieszanka pojedynków, morskich bitew, gonitw i uszczypliwych dialogów. Tyle że wszystko widzieliśmy w poprzednich częściach cyklu. Do tego stopnia, że niektóre ujęcia sprawiają wrażenie autoplagiatu.



Nie wyszła na dobre "Piratom..." zmiana na stanowisku reżysera. Verbinskiego zastąpił Rob Marshall, twórca filmów solidnie zainscenizowanych, co zachowawczych ("Chicag", "Nine – Dziewięć"). Zabrakło mu chyba odwagi i odrobiny szaleństwa poprzednika, chęci przełamania schematu pirackiego kina. Verbinskiemu się to udało i choć nie wiem, czy dałby radę tym razem przełamać nowe schematy, które sam stworzył, nie wątpię, że by próbował.

Nie udały się też w "Na nieznanych wodach" nowe postacie. Penelope Cruz buduje postać Angeliki na podkreślaniu hiszpańskiego akcentu i szelmowskich uśmiechach, ale między nią i Sparrowem nie ma choćby odrobiny chemii. A jeśli ktoś narzekał na drewniane aktorstwo Orlando Blooma, powinien zobaczyć Sama Claflina w roli szlachetnego misjonarza Philipa zakochanego w syrenie. I jedynie brytyjski weteran Ian McShane stara się, jak może, by nadać Czarnobrodemu jakiś charakter. I to nie jego wina, że to postać zmarnowana przez scenarzystów. "Niektóre jego zbrodnicze koncepty były tak niezwykłe, jakby umyślnie chciał przekonać swoich ludzi, że jest diabłem wcielonym", pisał o Edwardzie Teachu XVIII-wieczny kronikarz pirackich dziejów kapitan Robert Johnson. W jego filmowym wcieleniu niewiele z tego zostało.

Szczęśliwie wiele elementów ocaliło "Na nieznanych wodach" przed całkowitą porażką: oczywiście Depp i Rush, choć dla nich role Sparrowa i Barbossy to już rutyna. Bronią się smakowite epizody Richarda Griffithsa jako króla Jerzego II i Keitha Richardsa, który wraca jako kapitan Teague, ojciec Jacka. O znakomitych efektach specjalnych i świetnych zdjęciach Dariusza Wolskiego nie trzeba nawet wspominać: od strony realizacyjnej "Piraci z Karaibów" zapierają dech w piersiach, a niektóre sekwencje – jak walka załogi Czarnobrodego z syrenami – na długo zapadają w pamięć.

Oczywiście należy się chyba w najbliższej przyszłości spodziewać piątej części serii: zakończenie nie tyle furtkę do niej otwiera, co wywala z siłą armatniej salwy. Tyle że dla Jacka Sparrowa może ona być gwoździem do trumny.

PIRACI Z KARAIBÓW: NA NIEZNANYCH WODACH | USA 2011 | reżyseria: Rob Marshall | dystrybucja: Forum Film | czas: 141 min