W świetnym filmie Jonathana Hensleigha "Kill the Irishman" główny bohater, gangster Danny Green, jest przedstawiony jako współczesny celtycki wojownik – bezlitosny dla wrogów, ale honorowy i gotów przyjść z pomocą bliskim. To typowe dla filmowych portretów irlandzkich gangów działających w Ameryce – ich członkowie to twardziele i niebezpieczni brutale, ale w gruncie rzeczy swoje chłopaki. Dopóki nie wchodzisz im w drogę, będą cię chronić i wspierać.

"Miasto złodziei" Bena Afflecka, oparte na powieści Chucka Hogana, wyrasta z tej niechlubnej tradycji, ale dalekie jest od mitologizowania gangów i budowania etosu celtyckich wojowników. Jego bohaterowie nigdy nie dostali szansy, by prowadzić inne życie.

Tytułowym miastem złodziei jest Charlestown, dzielnica Bostonu. Od lat 60. słynie jako scena działania irlandzkiej mafii, miejsce brutalnych napadów na banki i krwawych gangsterskich porachunków. Doug MacRay (Ben Affleck) i Jem Coughlin (doskonały Jeremy Renner, nominowany za tę rolę do Oscara) są członkami gangu pracującego dla Fergiego Colma (jeden z ostatnich występów Pete’a Postlethwaite’a). Podczas jednego z napadów na bank biorą zakładniczkę Claire (Rebecca Hall). Po udanej ucieczce bandyci pozwalają kobiecie odejść, jednak Doug postanawia ją odnaleźć. Nie dlatego, że boi się wpadki – dziewczyna nie widziała ich twarzy – ale po prostu się zakochał. I w nowym, niespodziewanym uczuciu zobaczył szansę, by wyrwać się wreszcie z piekła Charlestown. Tyle że Fergie nie ma zamiaru odpuścić, zaś FBI postanawia wykorzystać Claire jako przynętę na MacRaya i jego gang.

Ben Affleck po raz kolejny udowodnił, że lepiej radzi sobie za niż przed kamerą (choć akurat w tym przypadku jego roli nie można nic zarzucić). Za napisany wspólnie z Mattem Damonem scenariusz "Buntownika z wyboru" dostał Oscara, jego reżyserski debiut "Gdzie jesteś, Amando?" został obsypany wyróżnieniami amerykańskich krytyków. "Miasto złodziei" jest jeszcze lepsze. Amerykańscy krytycy porównywali ten film do "Gorączki" – i rzeczywiście, znakomitych scen akcji Michael Mann by się nie powstydził. Ale ważniejszy od dość sztampowej, choć subtelnie rozegranej historii miłosnej, splecionej z kryminalnym thrillerem, jest tu ponury i przygnębiający portret miasta ludzi odrzuconych. Miasta skazanego na zapomnienie i upadek, gdzie jedynym rozwiązaniem większości problemów jest śmierć.

Mroczną legendę Bostonu od lat buduje m.in. świetny pisarz Dennis Lehane – to na podstawie jego książki Affleck nakręcił "Gdzie jesteś, Amando?", zaś Clint Eastwood wielką "Rzekę tajemnic". Tam też toczy się akcja "Infiltracji" Martina Scorsese i "Furii" Martina Campbella. Ben Affleck niby nic nowego do tej układanki nie dorzuca, ale zwłaszcza w jego filmie – aktor dorastał w Bostonie – requiem dla miasta brzmi wyjątkowo przejmująco.

MIASTO ZŁODZIEI | USA 2010 | reżyseria: Ben Affleck | dystrybucja: Galapagos