Dziennik Gazeta Prawana logo

Bejbis nie są lejdis

13 maja 2011, 12:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bejbis
Bejbis/Media
"Bejbis" to pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia, drugoligowy film amerykański sprzed czterech lat. Niepotrzebna premiera.

Niezrozumiałe są wybory polskich dystrybutorów. Podczas gdy setki udanych filmów z bieżącego repertuaru nigdy nie dostanie szansy na pojawienie się w obiegu kinowym, co jakiś czas z zapomnianego archiwum wyciągane są rozmaite kurioza. Tym razem padło na "Bejbis".

Hasło umieszczone na plakacie – "Amerykańskie Galerianki" jest idiotyczne nie tylko ze względu na daty produkcji obu tytułów. Chodzi także o różnice dzielące te produkcje. Debiut Katarzyny Rosłaniec sprzed dwóch lat był efektem bardzo polskiej perspektywy socjologicznej, natomiast "Bejbis" są filmem idealnie nijakim. Właściwie powinienem zacząć od wyjaśnień, czym dzieło Davida Rossa nie jest.

Wbrew tytułowi nie chodzi wcale o komedię romantyczną. Film nie jest także satyrą ani sondą obyczajową. To raczej efekt lektury zaangażowanych artykułów z pism kobiecych i interwencyjnych reportaży telewizyjnych wzbogaconych o parę nieszczególnie głębokich spostrzeżeń własnych.

Lejdis w amerykańskim kinie głównego nurtu przez całe dekady były uważane za "bejbis". Duże dzieciaki. Historia kina zna wprawdzie nazwiska wielkich gwiazd, wybitne aktorskie twarze, ale fascynujących, skomplikowanych portretów kobiecych, które byłyby czymś więcej niż cyniczną femme fatale lub wiotką cierpiętnicą, nie znajdziemy w Hollywood wiele. Na szczęście wszystko zmieniło się pod wpływem fenomenu popularności amerykańskiego kina niezależnego. Kobiety przemówiły wówczas wyrazistym głosem. Pojawiło się kino genderowe, feministyczne, psychologicznie pogłębione. Jednak David Ross, reżyser i scenarzysta "Bejbis", nie chce słyszeć o podobnych bzdurach. Dla niego czas zatrzymał się na latach 50. ubiegłego wieku. Znowu, jak za starych dobrych czasów, mamy w kinie albo święte, albo dziwki.

"Bejbis" to przynajmniej w założeniu opis tragicznych dziejów pewnego dziewczątka, które nosiło moherowy sweterek i pilnie zakuwało, żeby dostać się do wymarzonego college’u. Shirley była także babysitter (tak brzmi oryginalny tytuł filmu), a po niezbyt gwałtownej fali wyrzutów sumienia rozpoczęła karierę kurtyzany. Interes szybko się rozkręcił. Kujonica awansowała na stanowisko surowej nadzorczymi dobrze prosperującego burdelu, w którym zatrudnione zostały koleżanki ze szkolnej ławy. Pomysł na film o zagubieniu w kobiecości albo o dziewczęcości połączonej z rodzącym się seksualizmem został jednak kompletnie zmarnowany. Zamiast analizy psychologicznej otrzymaliśmy erotyczne hokus-pokus. Średnio zabawne i mało apetyczne.

BEJBIS | USA 2007 | reżyseria: David Ross | dystrybucja: Mayfly | czas: 90 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: David Ross
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj