Dziennik Gazeta Prawana logo

Tu nie będzie rewolucji

25 marca 2011, 22:07
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Made in Poland
Made in Poland/Media
Bohaterem "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka jest pechowy rebeliant z blokowiska. Tekst, po raz pierwszy zrealizowany kilka lat temu w teatrze, zmienił znaczenie. Nie jest już historią o buncie, ale o samotnym chłopaku bez wiary.

Rozumiem powody, dla których Przemysław Wojcieszek chciał wrócić do "Made in Poland" i zrobić z tej sztuki teatralnej pełnometrażowy film fabularny. Mało kto wie, że opowieść o Bogusiu – pechowym rebeliancie z blokowiska – była najpierw scenariuszem (1999), dopiero potem reżyser przepisał ją dla Teatru Modrzejewskiej z Legnicy (2004). Bo nie wierzył, że będzie z tego dobre kino, i nie sądził, że znajdzie pieniądze na realizację.

Premiera spektaklu odbyła się w zaadaptowanej z osiedlowego supermarketu Scenie na Piekarach. Wojcieszek dostał za nią Paszport Polityki i przepustkę na stołeczne sceny. Sukces debiutanckiego "Made in Poland" pozwolił reżyserowi zbudować sobie reputację twórcy niepokornego, który zawsze szuka w teatrze optymistycznego akordu, wielbi swoich bohaterów – nieudaczników z Polski B.

Legnickie przedstawienie nie chciało być afirmacją jakiegokolwiek antysystemowego buntu, ale precyzyjnie odpowiadało na pytanie, dlaczego znów "tu nie będzie rewolucji", i było wiarygodnym zapisem świadomości naszego społeczeństwa u schyłku rządów SLD. Eryk Lubos, grający poczciwego w gruncie rzeczy skinheada Bogusia, który wytatuował sobie na czole napis "fuck off", krzyczał na widzów tak, jakby raz na zawsze puściła w nim tama gniewu.

Wojcieszek niby był zadowolony z telewizyjnej rejestracji "Made in Poland" dla TVP Kultura, ale w 2008 roku z powrotem stanął za kamerą. Filmową wersję skręcił w dwa lipcowe tygodnie. Oglądając dziś końcowy efekt, trudno się oprzeć wrażeniu, że to wyłącznie nostalgiczny powrót reżysera do punktu startu, swoiste postscriptum do własnego spektaklu, a nie samoistne dzieło. Próba przyjrzenia się temu, co go kiedyś w Polsce i w sobie samym wkurzało. Wojcieszek patrzy na swego bohatera i zastanawia się, dlaczego jego czas minął, czy w ogóle tamten bunt był prawdziwy i potrzebny.

Tym razem Bogusia gra Piotr Wawer (odmłodzony bohater, inna Polska, jeszcze więcej powodów do bycia konformistą). Eryk Lubus pojawia się tylko w epizodzie jako starszy kolega, dawny rebeliant, obecnie pracownik hurtowni. Wawer ma odpowiednie do roli Bogusia emploi, ale brak w nim złości i energii Lubosa. Blokowisko, na którym grasuje, przypomina podparyskie osiedla z "Nienawiści" Mathieu Kassovitza. Reżyser skleja sceny na brudno, redukuje kolor do czerni i bieli, ale niektóre kadry i animacje znacząco nasyca czerwienią. Film podzielony jest na kilkanaście zatytułowanych z angielska części: "Fuck against the machine", "Too drunk to fuck", "I against I". Ciężka muzyka grupy Frontside kontrapunktuje melodie Krzysztofa Krawczyka.

W porównaniu z wersją teatralną Wojcieszek sporo pozmieniał. Boguś z teatru zaczynał od demolki aut na osiedlowym parkingu, a filmowy pali przed blokiem plakaty ulubionych zespołów i zdjęty ze ściany krzyż. Lubos wypowiadał wojnę społeczeństwu, Wawer zrywa z Kościołem. Kronika jego rebelii nie przypadkiem jest przetykana nagraniami wypowiedzi słuchaczy dzwoniących do Radia Maryja. Bo Wojcieszek intuicyjnie czuje, że ten nowy Boguś – chłopak bez wiary i ideologii – nie reprezentuje już swego pokolenia. Bo bunt wzbiera dziś w dwóch zupełnie innych środowiskach. Rewolucja, o której marzy, będzie, ale pod narodowo-katolickimi albo antyliberalnymi hasłami.

Przed 7 laty rozpoznawaliśmy się w teatralnym bohaterze, dzisiejszy Boguś jest sam. Nie sprawdza się nie tylko diagnoza społeczna Wojcieszka, ale nawet dawny bezdyskusyjny atut "Made in Poland" – ten melanż tragizmu i ciepła, społecznej beznadziei i wielkomiejskiej bajki. Wojcieszek się zmienił, odrzuca dawny styl narracji i nie chce happy endu: nie ma finału z prawdziwym Krzysztofem Krawczykiem, który przybywa zaśpiewać na weselu cudownie uratowanych Bogusia i Lidki. Zamiast tego wrobiony w pracę na rzecz parafii spacyfikowany rebeliant uczy zafascynowanego nim chłopaka na wózku, jak o świcie drzeć się na zaspany proletariat: "Wstawać, skurwiele, to jest rewolucja!".

MADE IN POLAND | Polska 2011 | reżyseria: Przemysław Wojcieszek | dystrybucja: Epelpol | czas: 90 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj