Dziennik Gazeta Prawana logo

Wybory wybrakowanego pana Ulrika

27 stycznia 2011, 20:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pewien dżentelmen
Pewien dżentelmen/Media
Trochę uśmiechu, znacznie więcej smutku. Kino z Norwegii wypracowało własny styl. Czerń życia przełamywana jest gorzką ironią. "Pewien dżentelmen" Hansa Pettera Molanda to wzorcowy przykład strategii tego typu.

Moland wywyższa wybrakowanie. Interesują go przeciętniacy. Mają krzywe zęby, nie bardzo wychodzi im seks, nie interesuje ich globalne ocieplenie (zwłaszcza z perspektywy norweskiej zimy) ani spotkania na szczycie. Oni szczytują w zaklętych kręgach własnych fobii, ambicji i natręctw.

Takim bohaterem jest Ulrik grany przez Stellana Skarsgarda. Siedział w kiciu, teraz wychodzi. Odsiadka trwała aż dwanaście lat, chodziło o morderstwo. Powrót do codzienności jest oczywiście trudny. Ale od czego mamy kolegów? Ulrik dostaje pracę mechanika samochodowego, spotyka się z kumplami. Otrzymuje także nowe zlecenie. Ma kropnąć osobę, dzięki której trafił do więzienia...

Zawiązanie fabuły wypada stereotypowo. Tylko do pewnego stopnia znajduje to potwierdzenie w filmie. Historia jest rzeczywiście banalna, ale zarówno dzięki sugestywności kreacji Skarsgarda – największej gwiazdy kina ze Skandynawii ("Przełamując fale", „Mamma Mia!") oraz ciekawym portretom psychologicznym pozostałych bohaterów film ogląda się z zainteresowaniem. Ulrik jest facetem, który toczy ze sobą permanentną walkę. Nie jest zbyt inteligentny, ale rozumie doskonale, że powrót na przestępczą ścieżkę oznacza dyskredytację marzenia o życiu w cnocie, statusie porządnego bohatera, który sobie wymarzył – jednak wyrównanie prywatnych porachunków wydaje się równie pożądane. Co wybrać? Nudę codzienności czy criminal tango?

Moland interesująco rozrysowuje drugi plan. Dorosły syn Ulrika, który właściwie nie pamięta taty, a w międzyczasie zdobył wykształcenie i narzeczoną, jest idealnym średniakiem. Chciałby żyć jak inni, weekendy spędzać z teściami, najlepiej w ich szkółce ogrodniczej. Ojciec morderca nie pasuje do tego kiczowatego obrazka. Bywa sympatyczny, ale czasami również groźny. Nieszczęście wisi w powietrzu... A przecież wydaje się, że Ulirk jest równiachą. Swoje odsiedział, teraz chciałby jedynie świętego spokoju. Marzy o odnalezieniu kontaktu z synem albo o spotkaniu kobiety, z którą mógłby ułożyć sobie życie – najbardziej pożądaną kandydatką jest jego asystentka w warsztacie samochodowym. Ale powrót do normalności jest prawie niemożliwy.

Hans Peter Moland, którego najgłośniejszym tytułem był "Aberdeen" z 2000 roku, zestraja tę sytuację z nawiązującymi na przykład do wczesnego kina Tarantina elementami groteski. Zbrodnia sąsiaduje z dowcipnymi kliszami z żenujących telewizyjnych teleturniejów albo dosyć surrealistycznymi opowieściami o... Polsce. Właśnie dzięki tego typu zabiegom film jest czymś więcej niż kolejną konwencjonalną historią. To rodzaj perwersyjnej baśni o niewinności zbrukanej skandynawską krwią.

PEWIEN DŻENTELMEN | Norwegia 2010 | reżyseria: Hans Petter Moland | dystrybucja: Vivarto | czas: 105 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj