Dziennik Gazeta Prawana logo

"Sils Maria": Kino jak sztuczny miód. RECENZJA DVD

14 czerwca 2016, 15:33
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Sils Maria
Sils Maria/Media
"Sils Maria" byłby przypuszczalnie o wiele lepszym filmem, gdyby nie był aż tak nadęty.

Rozbraja już uwertura, w której grana przez Juliette Binoche wielka gwiazda kina pojawia się na gali honorowej nagrody wręczanej jej niegdysiejszemu odkrywcy i mentorowi, który niestety umiera wkrótce przed ceremonią. Film Oliviera Assayasa nie jest jednak na pewno moralitetem o mierzeniu się z czyimkolwiek odejściem. To w większym stopniu pocztówkowe kino o zadęciu filozoficzno-efekciarskim.

Maria Enders w tychże pięknych okolicznościach zostaje bowiem nieco dłużej, żeby przygotować się do nowej roli teatralnej, korespondującej z jej filmowym debiutem. Binoche gra kokieteryjnie, ewidentnie brakuje jej wsparcia w dobrym reżyserze. W tej sytuacji show kradnie Kristen Stewart jako asystentka, a z czasem także mroczny przedmiot pożądania. Stewart jest naturalna, niczego nie gra i dlatego wygrywa starcie na szczycie.

"Sils Maria" to dla mnie jeden z najbardziej irytujących zjawisk w kinie współczesnym. Udawany art-house, sztuczny miód.

Sils Maria | reżyseria: Olivier Assayas | dystrybucja: Gutek Film

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj