Film Billa Condona, choć udany jedynie połowicznie, nie zasłużył na tak marną frekwencję. Z kin zniknął szybko, a i na płytach hitem nie będzie, zaś dwudziestopięciomilionowy budżet nie zwróci się nawet w połowie. Słowem – klapa.
Trochę szkoda zjawiskowego wręcz Benedicta Cumberbatcha i równie znakomitego, choć niemającego do dyspozycji tak popisowej roli Daniela Bruhla, którzy z godnością odgrywają kwestie z byle jak skleconego scenariusza. Tyle serca do pracy nie miał niestety Bill Condon – "Piątą władzę" wyreżyserował ospale, od niechcenia, nie za bardzo świadom, co chce z tym wszystkim zrobić. Dlatego też film wydaje się niczym innym, jak manifestacją jego bezsilności.
Chwilami jednak z ekranu idzie iskra, szczególnie kiedy Julian Assange – który "Piątą władzę" nazywa dziełem propagandowym – pokazywany jest niemalże jako opętany dziennikarską misją bojownik o wolność słowa.
PIĄTA WŁADZA | reżyseria: Bill Condon | dystrybucja: Monolith
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zobacz
|