– Zostałem adoptowany przez jedną z rodzin. Mam od tamtej pory dwie pamiątki i noszę je z dumą – mówi 50-letni aktor, a owe pamiątki to tatuaże przedstawiające symbole Komanczów: wąż na prawym przedramieniu i tarcza na prawym podudziu.

Reklama

Tuż przed premierą "Jeźdźca znikąd" Depp udzielił wywiadu Yoli Czaderskiej-Hayek, jedynej Polce wśród członków Hollywood Foreign Press Association, organizacji co roku przyznającej Złote Globy. Opowiedział m.in. o swoim nowym, indiańskim imieniu – Maumi. – Podobno od wielu lat go nie używano i trzeba było poprosić radę starszych o specjalnie pozwolenie. Więc tym bardziej jestem pod wrażeniem – mówił.

W nowym obrazie twórcy "Piratów z Karaibów", Gore'a Verbinskiego zagrał Tonto, Indianina z plemienia Apaczów, który razem z zamaskowanym jeźdźcem (w tej roli Armie Hammer) walczy o sprawiedliwość. – Wallace Coffey, obecny wódz Komanczów, widział film. I był pod wielkim wrażeniem. Powiedział, że przywróciłem Indianom godność. I że odczuwał dumę, patrząc na ekran. Odetchnąłem wtedy z ulgą – mówi Johnny Depp.

"Jeździec znikąd" w kinach od 19 lipca.