Jeżeli liczycie na dobrą zabawę w towarzystwie sympatycznego miśka pasibrzucha, to się rozczarujecie. Kinowa wersja "Misia Yogiego" nie dość, że wypada blado w porównaniu z pierwowzorem, to jeszcze przypomina naiwne kino familijne, które traktuje najmłodszego widza jak kompletnego idiotę.
Perypetie Yogiego (Adam Ferency) i jego bardziej rozsądnego przyjaciela Boo Boo (Zbigniew Zamachowski) wydają się mocno naciągane, ich wygłupy nie śmieszą, a irytują, zaś problem, z którym muszą się zmierzyć, jest co najmniej niedorzeczny. Otóż słynny park Jellystone, w którym mieszka misio, ma zostać zamknięty przez skorumpowanego burmistrza Browna, bo... nie przynosi zysków. Dlatego Yogi i da popis jazdy na nartach wodnych, i pokręci futrzaną pupą w rytm dyskotekowego bitu. Niestety jego sztuczki ani nie pomogą, ani nie rozśmieszą widzów. Po upływie zaledwie kilku minut filmu nie da się oglądać.
MIŚ YOGI | USA 2011 | reżyseria: Eric Brevig | dystrybucja: Galapagos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna