Dziennik Gazeta Prawana logo

Odlotowa historia pięknej przyjaźni!

14 października 2009, 14:37
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Magdalena Michalska
Magdalena Michalska/Inne
"Odlot" jest równocześnie nowoczesny technicznie i staroświecki fabularnie. Taki film może obudzić w obecnych kilkulatkach chęć czytania starych dobrych powieści przygodowych o fantastycznych wyspach i zaginionych cywilizacjach. Od 16 października w polskich kinach.
(aka "Up")
USA 2009; reżyseria: Pete Docter; dystrybucja: Forum Film; czas: 96 min; Premiera: 16 października; Ocena 4/6



Pixarowska animacja już przeszła do historii kina jako pierwszy film rysunkowy zrobiony w technologii 3D, który był pokazywany, a nawet otwierał, Festiwal Filmowy w Cannes. Nie tylko tam był sukcesem. Udało mu się też w brytyjskich i amerykańskich kinach.

„Odlot” to film łagodnie łączący bardzo nowoczesną technologię z bardzo tradycyjna formułą filmu do którego wytwórnia Disneya przyzwyczaiła widzów przez lata. Zgodnie z jednym z bardziej wzruszających schematów bajkowych spotykają się dwa charaktery, które dzieli wszystko: mały chłopiec jest zagubiony i by pokryć samotność uciążliwie się przymila. Zgyźliwy człowiek u kresu życia, potrzebuje przede wszystkim świętego spokoju. Ten pierwszy w przypadkowo poznanym zrzędliwym starcu znajduje czułego opiekuna. Ten drugi odkryje, że mimo śmierci żony życie nie straciło sensu. Historia tej przyjaźni wpleciona jest w przygodową fabułę godną pióra Roberta Louisa Stevensona.

Mały Carl Fredricksen z dziecięcą żarliwością śledzi karierę słynnego podróżnika Charlesa Muntza (obdarzonego głosem Ignacego Gogolewskiego, a w oryginale Christophera Plummera). Ten z jednej z wypraw do Rajskich Wodospadów w Ameryce Południowej przywozi fantastyczny szkielet nieznanego gigantycznego ptaka, którego autentyczność budzi wątpliwości Towarzystwa Naukowego. Oskarżony o kłamstwo Muntz wraca na miejsce odkrycia by złapać żywy okaz. Ślad po nim ginie, ale nie gaśnie entuzjazm jego młodych fanów – Carla i postrzelonej gadatliwej Ellie. Dziecięca przyjaźń przeradza się w uczucie, a wypełnione planami na wielkie podróże wspólne życie mija niepostrzeżenie. Gdy Carl ma 78 lat orientuje się, że nie ma ani jego świata (okolice zabudowano drapaczami chmur), ani żony, ani żadnego sensu. Incydent w wyniku którego Carl jest zmuszony przenieść się do domu starców wyzwala w nim chęć przeżycia przygody, którą odkładał na później przez wiele lat. Dom wyposażony w tysiące balonów wypełnionych helem, którym starzec postanawia się dostać na południe okazuje się mieć pasażera na gapę – uciążliwego skauta Russella, który uparł się przy pomocy Carla zdobyć sprawność „pomocnika staruszków”.

„Odlot” jest filmem zgrabnie skrojonym – nie ryzykuje jak niektóre produkcje DreamWorks, idzie bezpiecznym szlakiem opowieści o sensie przyjaźni i poświęcenia. Jest dowcipny, choć ma nostalgiczne, wzruszające momenty. Podobnie jak w genialnym „WALL-E” mało się tu mówi, a emocje bohaterów ilustruje świetnie dobrana muzyka. Oczywiście „Odlot” ma też to, do czego przyzwyczaili nas współcześni magicy od animacji: jest powalający wizualnie. Efekt trój wymiaru jest podprowadzony do absolutnej perfekcji, głębia wyraźniejsza niż w jakimkolwiek filmie przed nim.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj